Obserwatorzy

9 października 2012

Bieżnik gigant.

Jego wymiary to 65cmx2m. Miał mieć niewiele ponad metr długości, rozrósł się na skutek źle dobranej do wzoru nitki, a może szydełka, sama już nie wiem. W każdym bądź razie zanim się zorientowałam jaka wielkość się szykuje było już za daleko by pruć. Więc skończyłam. I jestem w kropce bo nie wiem co z nim teraz zrobić.

Wzór szalenie mi się podoba, ale gdzie ja znajdę 2 metrowy stół ? Do tego jest wąski co też sprawy nie ułatwia.
Najprawdopodobniej odleży swoje w szafie, a jak będę potrzebować nici to go spruję :(

A oto i bohater:

  
Zbliżenie na kwiatka
I jeszcze raz całość


Mało fotogeniczny jest, ale na żywo wygląda na prawdę fajnie. Szkoda, że wyszedł taki długi.
 Tak sobie myślę, że może pasowałby na taki drewniany stół co się na tarasach stawia, one zwykle są długie.
Nie mam pojęcia co z nim zrobić. A może któraś z Was ma jakiś pomysł ?

6 października 2012

Małe serwetki. Obrusek w kwiaty.

Nadszedł czas na prezentację efektów szydełkowania ostatnich miesięcy.
Na początek mała (ok 14cm średnicy) niebieska serwetka.

Tu na styropianie tuż po wyschnięciu

 A tu już w miejscu dla niej przeznaczonym czyli pod flakonem.

Nieco większa serwetka (ok 32 cm średnicy) w kolorze ecru. Robiona szydełkiem 0,7 mm. Czas wykonania ok 10 godzin, jakoś tak siadłam po południu i krótko po północy była gotowa :) niestety , a może na szczęście, takie dni gdy mogę siąść z szydełkiem i zapomnieć o świecie zdarzają się rzadziej niż sporadycznie.
 Tu dla porównania na stołeczku, wzór na tyle rzadki, że ładnie wygląda zarówno na jasnym jak i na ciemnym tle.

W komplecie do serwetki jest też obrus, robiony tą samą nitką, ale szydełkiem 1,1mm pojedynczymi słupkami (serwetka robiona podwójnymi), przez co wyszedł gęsty.Najlepiej wygląda na ciemnym blacie, na jasnym wzór się gubi.

I jeszcze trochę detali
 





W następnym poście będzie bieżnik gigant. Jest to "dzieło", które wymaga osobnej prezentacji :) jak zobaczycie to zrozumiecie dlaczego.

***
Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze :) Jest to niezmiernie miłe i motywujące, ale to przecież wiecie :)

28 września 2012

Małe coś :)

Jako przerywnik od szydełka (dłubię dwa obrusy) w przypływie nagłego natchnienia powstała takie małe coś,  na zamek, w środku biała podszewka. Uszyte z zamków, obszyte koralikami.


Owe maleństwo powędrowało w ramach podziękowań do Asi http://mixrobotkowy.blogspot.com/ , kto jeszcze u niej nie był niech koniecznie zajrzy bo warto :)


9 września 2012

Narzuta nr 2. Zabytkowa torba.

Miniony tydzień obfitował w natchnienie do szycia. Nadszedł czas, by pokazać efekty :) Post trochę długi, torba w drugiej części.

Zacznę od narzuty. Tym razem w niebieskościach, materiał niezwykle przyjemny, połyskujący, miły w dotyku. Ciemniejszy jest znacznie grubszy, a jasny w kwiaty delikatny, cienki dzięki czemu całość nabrała lekkości i niepowtarzalnego uroku. Narzuta od ostatniej wyszła o niebo lepiej, nie tylko bardziej mi się podoba, ale jet także bardziej precyzyjnie uszyta (nie licząc lamówki, ale to pominę milczeniem). Przeszyta jest tylko w pionie, w środek nie dałam ociepliny nie chciałam, by wyszła "kołderkowa", tym razem jest tylko podszewka z tego niebieskiego ciemniejszego materiału.

Tak wyglądała w początkowej fazie produkcji...
 a potem wyszło tak....
I jeszcze jedno ujęcie. spójrzcie tylko jak pięknie lśni materiał i ten subtelny haft na niebieskim widoczny w zależności od padania światła...

 
 jeszcze raz z bliska.
Zabytkowa torba.
 Jest to druga tak duża torba uszyta przeze mnie, pierwsza z zamkiem. Nie będę ukrywać, że jest tu trochę błędów wynikających z braku doświadczenia a także początkowego braku zdecydowania co do sposobu zapinania. Nie mniej jednak, torba się udała. Jest niezwykle wygodna w noszeniu, przeszła już testy wytrzymałościowe, na duże zakupy idealna!

W środku jest biała podszewka z kieszonką na zamek, ale nie pokażę bo to nudne :)
 Zdjęcia z dzisiejszego spaceru.

I wyjaśniło się czemu zabytkowa :) 
 Zabytki Yorkshire na tle lasu...

 i na tle jeziora.


 A tu jeszcze ja, z torbą oczywiście :)

5 września 2012

Gliniak.

Jest to trzeci i ostatni gliniak jaki mogłam pomalować. Początkowo miał być w róże. Ale kupiłam piękną jesienną serwetkę i musiałam ją gdzieś nałożyć już natychmiast. Tym sposobem wyszedł gliniak- cztery pory roku.

Do malowania użyłam cieni do powiek, lakier miejscami trochę je zmył, ale jest to dopiero pierwsza warstwa więc dam radę jeszcze podmalować. Problem w tym, że nie wiem czy to dobry pomysł, by tak dzbanek wyciapać, może lepiej zeszlifować to wszystko i zrobić w kwiatki ?

Jak  myślicie ?

Wiosna.



 Lato. 


Jesień.



Zima.




20 sierpnia 2012

Taca. Dzbanek.

Dziś będę się chwalić tacą kupioną na Jarmarku Jagiellońskim w Lublinie oraz dzbankiem z Pawłowa.

A to oznaka jesieni. Taki oto wiecheć uwiłam na niedzielnym spacerze :) Miał być wianek, ale natchnienie skończyło się po ok 20cm i wyszła taka niby "palemka". Chodzenie w pełnym słońcu po łące pełnej  owadów latająco-gryzących uważam za romantyczne i fajne tylko na filmie, w rzeczywistości zwyczajnie mnie złości. 

W skład mojego wiechcia wchodzi kilka roślin z których odróżniam tylko wrzos, krwawnik i chyba złocień. Jest jeszcze takie coś jak krwawnik tylko białe i takie fioletowe zupełnie mi obce. Na zdjęciu nie bardzo widać szczegóły. 
 Wianuszek sobie schnie nad drzwiami wejściowymi i codziennie mi przypomina, że moja kochana jesień już jest :) Wiem, że na dworze znów plus 30, ale poranki i noce pachną już jesienią :)

A to już zbliżenie tacy, nałożenie tej dużej serwetki na środku przysporzyło mi trochę problemu, ale po kilku próbach się udało, w miarę..
Dopiero po polakierowaniu mnie olśniło, że mogłam ją fragmentami nakładać.


 I dzbanek (a może flakon?, dla mnie jak z gliny to dzbanek). Serwetek z tymi różyczkami mam całe opakowanie, więc pewnie jeszcze wiele rzeczy z nimi powstanie.


Miał być kremowy, ale wyszło jakieś różowiaste i sama nie wiem jak to możliwe. Kropeczki fajnie wypełniły przestrzeń i całość przestała być taka słodko różowa. Ale i tak to wszystko jakieś takie romantyczne, cukierkowe....  i ciągle nie wiem czy mi się podoba.

***
Dzięki za wszystkie odwiedziny i komentarze. Jest mi bardzo miło, że w ten urlopowy,a mimo to zabiegany czas macie chwilę by tu zajrzeć i jeszcze coś napisać :))


15 sierpnia 2012

Butelka

Witajcie w ten pochmurny świąteczny poranek !

Za oknem szaro buro i ponuro. Na poprawę humoru butelka w róże - wcześniej humor poprawiała jej zawartość, a teraz wygląd :)

 Matowy kolor szkła jest fabryczny, ja tylko nałożyłam kwiatki i pociągnęłam lakierem. Nie wiem na ile to się sprawdzi w użytkowaniu bo nigdy wcześniej nie robiłam decu na szkle, za pewne potrzebne są do tego specjalny klej i lakier. Użyłam jakie miałam, na razie wygląda dobrze, czas pokaże czy nie będzie np odpryskiwało.



7 sierpnia 2012

Różowy gliniak

W niedzielę byłam na jarmarku w Pawłowie. Naoglądałam się rękodzieła wszelakiego. Nie obyło się bez zakupów, i tak stałam się posiadaczką dwóch gliniaków, pszczelej świeczki, koszyka z wikliny :)

Spośród wielu stoisk moim ulubionym jak co roku zresztą, jest stoisko pana z wyrobami z gliny, gdzie oprócz pieczołowicie wykonanych dzbanków garnków itp można kupić za kilka złoty gliniaki wadliwe. Takie naczynia są z reguły gdzieś obtłuczone, pęknięte przy wypalaniu, albo zwyczajnie krzywe, w rozmiarach wszelkich :)
W tym roku udało mi się znaleźć mały zgrabny dzbanuszek, którego jedyną wadą niewielkie pęknięcie na dnie. Jest też trochę krzywy, ale to akurat dla mnie nie jest wadą.

Dzbanek został już ozdobiony, czeka jeszcze na kolejną warstwę lakieru, ale już cieszy moje oko.
ten obok kupiłam dwa lata temu i w końcu mam na niego pomysł, będzie kremowy w żółte róże :) mam nadzieję, że tym razem nie skończę w fazie pomysłu.

Dziś chwalę się różowym.Decu w moim wykonaniu mistrzostwem nie jest, ale lubię ten sposób zdobienia. Serwetkę do jego ozdoby dostałam od Eli http://niecodziennie.blogspot.com/
***
Dzięki za tyle miłych słów pod ostatnim postem :) 

4 sierpnia 2012

Narzuta w kratkę

Na dworze niezmiennie słupek rtęci nie spada poniżej 30 st. coś mnie podkusiło, by w ten upał uszyć narzutę. Nie ma nic fajniejszego na upał niż stanie przy gorącym żelazku :) jakoś nie pomyślałam wcześniej, że przecież żelazko przy szyciu jest nieodłącznym elementem.

Uszyłam z czego miałam, materiały do szycia ciężkie zwłaszcza dla laika jak ja. Zwłaszcza brązowy się naciąga i ślizga. Oszczędzę wam opisu wszelkich przebojów, które mi towarzyszyły już od momentu wycinania aż po sam koniec. Ci, którzy się przyjrzą z łatwością wyłapią wszelkie błędy. Te z Was, które potrafią szyć proszę o wyrozumiałość, to mój pierwszy tak wielki projekt. Uwierzcie łatwo nie było!

Był moment, że miałam ochotę rzucić to w kąt i  nigdy więcej nie oglądać, łącznie z maszyną. Ostatecznie wrodzony upór zwyciężył i po trzech dniach zmagań mam narzutę.  I to nie byle jaką, tylko pierwszą własnoręcznie uszytą patchworkową :)

Tak niepozornie wygląda złożona, całkowity wymiar to ok 120x220 cm. Jest węższa niż standardowo się szyje, ale dokładnie takiej potrzebowałam.


 Tu widać, jak materiał pięknie błyszczy w słońcu.

To jasne to spód narzuty, widać przy okazji jak wybiórczo jest przepikowana. Narzuta składa się z warstwy kwadratowej, spodu i środka z cienkiej ociepliny. Wyszła trochę ciężka i gruba,prawie jak kołderka. I właśnie pikowanie trzech warstw  przerosło mnie najbardziej, spinałam szpilkami, fastrygowałam, i nic! ciągle się marszczyło. Więc odpuściłam i jest spikowane tylko kawałkami, tyle by się nie rozjeżdżało. Może kiedyś zechce mi się dokończyć w rękach.
 
 A tu już całość :)
Do niebieskiego łóżka pasuje raczej średnio.... no dobra w ogóle nie pasuje :)

Ale to nie zmienia faktu, że pomijając wszelkie- nazwijmy to łagodnie- niedociągnięcia, jestem z niej zadowolona. Planuję uszyć jeszcze do niej poduszkę, bo zostały mi resztki z tych materiałów i chcę je wykorzystać, a poza tym miałabym komplet :)
Może jeszcze kiedyś porwę się na uszycie kolejnej, może wyjdzie lepiej...

Jeśli macie jakieś techniczne rady co zrobić, by się nie marszczyło przy pikowaniu i to piszcie.

20 lipca 2012

Kto chętny na romans?

Przeczytałam i chętnie wymienię na inną książkę. Cokolwiek co NIE jest horrorem ani kryminałem.
J.Lindsay "Za głosem serca"- romans osadzony w czasach rycerzy i białogłów. Jeśli jesteście ciekawe czemu ślub odbył się w środku książki, a nie zwyczajowo na końcu, i co z tego wynikło- musicie przeczytać!

Jak ktoś chętny to proszę zostawić komentarz z tytułem książki na którą chcecie się wymienić.

16 lipca 2012

Weekend w Janowcu

Zapraszam Was w wirtualną podróż do Janowca :) Wybrałam kilka zdjęć, które przy okazji pokazują techniczne możliwości mojego nowego aparatu :))

W końcu udało nam się wyrwać na krótki odpoczynek. Wybór padł akurat na tą miejscowość głównie dlatego, że jest blisko. Okazało się, że również stosunkowo nie drogo i przyjemnie. Janowiec jest to malownicza wieś położona dokładnie naprzeciwległym brzegu Wisły niż rozreklamowany Kazimierz Dolny.
Na pierwszy rzut oka wygląda nie pozornie, ale zyskuje przy bliższym poznaniu. Można tam znaleźć wszystko co niezbędne turyście. Ale po kolei.

Główną atrakcją są ruiny zamku. Zdjęcia w jakże uroczej sepii.

 Park zamkowy, idealny na romantyczne spacery.

Zamek znajduje się na wzgórzu, spacerkiem mieliśmy do niego ok 15 min drogi. Ruiny przeznaczone są do zwiedzania, można obejrzeć piękny dziedziniec, poczuć obecność historii, podziwiać rozciągający się widok na dolinę.
Zmęczeni i głodni po historycznych doznaniach, udaliśmy się do restauracji

Jadłam tu najlepsze buraczki w życiu, jeden z lepszych serników. Obsługa jest uśmiechnięta i bardzo miła. W powietrzu unosi się atmosfera domowego zacisza, pomimo tego, że jest to restauracja hotelowa. W budynku można także kupić pieczywo, na pochwałę zasługują podkówki z francuskiego ciasta (genialne w smaku, chrupkie, nie za słodkie) oraz ciemny chleb ze śliwką.
Stołowaliśmy się tam przez dwa dni i przyznam, że kuchnia jest bardzo smaczna! Udało mi się zrobić zdjęcie sałatki z kurczakiem, którą jadłam na śniadanie (pierwszy raz najadłam się sałatką)
 Przyniesiona wyglądała jak małe dzieło sztuki, na zdjęciu już trochę  ujedzona :)

Na poniższym kolażu, możecie się doszukać fotek z gospodarstwa gdzie mieszkaliśmy. Piękny zadbany ogród z oczkiem wodnym , altankami, huśtawką. Pokój, w którym mieszkaliśmy wyposażony w nowe meble z Ikei, nastrojowe światło zapewniały okrągłe lampki przy łóżku. Pościel bardzo dobrej jakości. W łazience  suszarka do włosów, pralka, ręczniki  - śmiało można zatrzymać się tam na dłużej. Na balkonie doniczki z lawendą i innymi roślinkami. Do tego wiecznie uśmiechnięta właścicielka :)

Aby dostać się do Kazimierza, wystarczy dojść/dojechać do promu - samochodem parę minut. Przyznam się, że przeprawa promowa sprawiła mi wiele przyjemności, podziwianie Wisły będąc na jej środku ma swoje uroki
Do tego stopnia mi się spodobało, że namówiłam swojego Księcia byśmy do domu wracali także przez Wisłę zamiast jechać na most do Puław  :)  Drugi prom kursuje z Nasiłowa (są tam podobno fajne kamieniołomy, ale nam nie udało się znaleźć) do Bochotnicy (tu można znaleźć ruiny zamku, w którym Kazimierz Wielki miał swoją ukochaną).

Jeśli chodzi o sam Kaziemierz Dolny - poniżej rynek
no cóż, w sezonie wygląda jak wielka stołówka. Jeśli ktoś lubi zgiełk, tłum, uliczny gwar, krzyki dzieci i wystraszonego tym wszystkim konia dorożkarza to polecam to miasteczko w sezonie urlopowym. Nie muszę chyba dodawać, że z wielką radością przeprawiłam się z powrotem na drugi brzeg do jakże spokojnego i nie mniej uroczego Janowca.

Jeśli chcecie poczuć prawdziwy klimat tego miasta, po obcować ze sztuką, zobaczyć ulicznych artystów, poczuć unoszącego się w tym miejscu ducha historii, zrozumieć dlaczego artyści tak kochają to miasto, to zapraszam do Kazimierza po sezonie, wystarczy przyjechać we wrześniu, a już jest inaczej. My mamy w miarę blisko więc czasami tam jeździmy, ale w wakacje byłam tu po raz pierwszy i raczej więcej się tam nie wybiorę- tłumy dosłownie wszędzie to nie mój klimat.

Okolica jest ciekawa, niedaleko jest Czarnolas i muzeum Jana Kochanowskiego, Nałęczów z parkiem zdrojowym. Janowiec stanowi dobrą bazę wypadową do tych miejsc i jest świetną alternatywą dla okrzyczanego Kazimierza.

Skoro już wspomniałam o Nałęczowie, to warto zajrzeć do Karczmy Nałęczowskiej, przyznaje że poszłam tam z czystej ciekawości po zobaczeniu tego miejsca w programie Kuchenne rewolucje i stwierdzam, że jest smacznie, ceny też są do przełknięcia :)

Mam nadzieję, że zachęciłam Was chociaż odrobinę do przyjechania na Lubelszczyznę :) Nie ważne czy zatrzymacie się w Kazimierzu czy w Janowcu, z pewnością spędzicie tu niezapomniane chwile. W końcu artyści nie bez powodu pokochali to miejsce :)

6 lipca 2012

Truskawkowe dżemy

Dzisiejszy post będzie bez obrazków (stary aparat nie działa jak powinien, a nowy dopiero w planach). Robótkowo zastój z wielu powodów, ale nie o tym chciałam :)

 Żar leje się z nieba nieustannie od kilku dni (szczęśliwie burze i gradobicie póki co nas omijają), z utęsknieniem czekam na jesień. I właśnie trochę z myślą o niej powstały przeróżne dżemy. Sezon truskawkowy już za mną, w tym roku zrobiłam:

*dżem z truskawek i rabarbaru z dodatkiem pomarańczy i waniliowym akcentem - jak dla mnie takie zestawienie okazało się genialne! jak dobiorę się do słoiczka to zjadam cały :) truskawki razem z rabarbarem zesmażyłam, zmiksowałam, do tego zmiksowana pomarańcza plus otarta z niej skórka, odrobina cukru waniliowego i gotowe!

*dżem z truskawek rabarbaru porzeczek czarnych (zesmażone, zmiksowane) plus połówki wiśni zatopione w całości...

*dżem z truskawek mandarynek (zesmażone, zmiksowane) z połówkami wiśni.
Wszystko oczywiście jest słodzone i zasmażane, do dżemów dodaję też trochę żelfixu lub innych mu podobnych wynalazków by mieć pewność, że nie będą się psuły, a te o rzadszej konsystencji ładnie się zsiądą.

W tym roku fajnie się złożyło, że wiśnie i porzeczki zdążyły dojrzeć zanim truskawki się skończyły. Lubię takie wieloowocowe kombinacje.  W podobnych zestawieniach robiłam też soki.

A w te upały moje życie ratuje kompot z rabarbaru i wiśni :)


Post bez obrazków jest jakiś nie ciekawy, więc pokażę jukę (zdjęcie zapożyczone  z sieci) wygląda zupełnie jak moja :) Zakwitła pierwszy raz i też ma tylko jeden pęd kwiatowy za to na grubo obsypany kwiatuszkami. Zanim nabędę nowy aparat pewnie już przekwitnie.


Przed nami sezon na porzeczki wiśnie, maliny jabłka... zachęcam do kombinowania ze smakami, łączenia różnych owoców, efekty są naprawdę smaczne .