Obserwatorzy

8 kwietnia 2017

Palmy

Po raz kolejny zrobiłam palmy. Ubiegłego roku nie nasuszyłam kwiatów, więc musiałam się wesprzeć kwiatkami z foamiranu.





****
Dlaczego ostatnio tak mnie tu mało i dlaczego fotki są bokiem?
na oba pytania odpowiedź jest ta sama. 
Windows7 doprowadza mnie do szału. Konkretnie działanie galerii zdjęć. Żeby cokolwiek obejrzeć i wybrać muszę korzystać  z picassy, jak się okazuje ustawienie obrazu nie zapisują się same. Nie chce mi się nawet nad tym rozwodzić. Przejrzenie fotek zajmuje mi dwa razy tyle czasu co dawniej plus dodatkowe nerwy, że nic nie działa jak przedtem. Do tego, czcionka na blogu  jest albo mała albo wielka, wcięło gdzieś tą pośrednią moją ulubioną. 

Do pokazania mam jeszcze kilka prac, ale nie mam siły ani czasu, by się z tym szarpać.

Póki jeszcze mam cierpliwość, by tu pisać 
składam Wam najlepsze życzenia  z okazji zbliżających się świąt Wielkiej Nocy! Niech to będzie czas wyjątkowy, spędzony tak jak lubicie i jak Wam się marzy.

7 marca 2017

poduszka

50x60cm
szydełko tunezyjskie nr6
Przód zszyty z 4 kwadratów. tył robiony jednolicie (w sensie, że nie kwadraty nie są zszywane ze sobą)

Tunezyjskie ściegi idealnie nadają się na poduszki. Po pierwsze nie widać lewej strony, po drugie nie widać wypełnienia bo ściegi tworzy gęstą tkaninę. po trzecie poduszka jest miękka i przyjemna. 

W rzeczywistości kolory są żywe, soczysta zieleń i ciepłe brązy. Na fotce trochę przygaszone wyszły.



2 marca 2017

zamkowe okno

W powietrzu czuć wiosnę. Wyjątkowo tego roku sprawia mi to ogromną przyjemność. Z nie cierpliwością czekam, aż zakwitną krokusy. Dziś już jednego wypatrzyłam. Moje myśli krążą wokół spraw ogrodowych, pierwsze nasionka już wysiane. Na polu robótkowym chwilowy zastój. 
Mam sporo rzeczy zaczętych, będę pokazywać jak uda się dokończyć. A dziś chciałabym Wam pokazać pomysł na ramkę.
Króliczki z ostatniego posta czekają na zwykłą drewnianą ramkę, ale nie mogłam pozwolić, by leżały przez ten czas w szufladzie. Wymyśliłam, że sklecę im sama jakąś ramkę. 
I tak pewnego dnia natchnęło mnie, że fajnie, by wyglądały na parapecie, w jakimś oknie. I tak powstało zamkowe okno.

Twór wykonany z papieru. Ponieważ produkcja trochę się skomplikowała, musiałam przymierzyć czy uda mi się w ogóle haft włożyć do środka, dlatego ciągle jest niewyprasowany.  Ramka nie jest skończona i nie będzie. Patrzyłam na nią kilka dni i przestała mi się podobać. 

Miała wyglądać jak okno w zamku, albo starej kamienicy, z boku miały piąć się kwiaty z foamiranu  A przypomina mi piec  chlebowy, taki z bajki o Jasiu i Malgosi, do którego wrzucili czarownicę:) ewentualnie starą bramę. 

Sam pomysł robienia takich ścianek jest fajny. Można w ten sposób zbudować zamek do zabawy. Wystarczy większe pudło obudować tekturowymi cegiełkami, zrobić wieżyczki itd. myślę, że byłaby to fajna zabawa z dzieckiem.

****
A teraz trochę ponarzekam. Odebrałam laptop z serwisu. Pan informatyk, co by mnie uszczęśliwić (trochę na siłę) wgrał mi nowy system, windowsa 7. O zgrozo. Nie mogę się do niego przyzwyczaić. Dziś próbując opublikować tego posta, odkryłam, że nie da się tak łatwo jak w viście przenosić plików. Nie można ich przesuwać. A to oznacza, że jak wkładam kartę z aparatu i chcę przebrać fotki to jest to droga przez mękę. Ściągnęłam program do katalogowania zdjęć, ale to średnio ułatwia sprawę. No cóż przyszło nowe, podobno lepsze, więc będę się męczyć w tym luksusie.
 
 

4 lutego 2017

Słodkie króliczki

Mniej więcej rok temu wyszperałam w czeluściach internetu wzór na króliczki w doniczkach. To była miłość od pierwszego wejrzenia, od razu zakupiłam kanwę w różowe groszki i.... minął rok.
Myśląc co, by tu wyhaftować przypomniałam sobie o króliczkach. Wyjęłam kanwę, powiększam wzór, by dobrać nici i nieszczęście, wzór jest niemal nieczytelny.Przekopując ponownie internet ciągle trafiałam na ten sam kiepskiej jakości obrazek. Na szczęście z pomocą przybyły dwie dobre blogowe wróżki:)

Babucha Neli  i Julita

Dziewczyny jeszcze raz bardzo Wam dziękuję!  A wszystkich serdecznie zapraszam do odwiedzenia blogów dziewczyn.

Jak już wspominałam do haftu wybrałam kanwę w różowe groszki, niestety są one tak subtelne, że niemal niewidoczne. Nici dobrałam z posiadanych zapasów. Haftowało się całkiem przyjemnie, oprócz konturów. Zastanawiam się czy autor tego wzoru, próbował je robić. Na papierze półkola i zawijasy rysuje się łatwo, ale igłą  już nie. We wzorze pełno malutkich łuków, co oznacza wbijanie igły co milimetr, kreski przechodzące przez środek kratek. Przyznaję, że momentami odpuściłam i kontury są wg mojego widzimisię, a nie projektanta:)

Koniec gadania czas na prezentację
 Tutaj jeszcze bezbarwna plama,
 a tu już dla porównania w połowie obrysowany. Robienie konturów jest jak malowanie, dzięki nim widać co autor miał na myśli.

Trochę szczegółów



 I na zakończenie jeszcze raz całość




Haft zostanie prawdopodobnie oprawiony w ramkę. Myślałam o poduszce, ale nie bardzo mam ją gdzie położyć. Z haftami mam ten problem, że nie bardzo wiem jak je potem wykorzystać. Bo ile można mieć obrazów/poduszek/innych dupereli zdobionych w ten sposób? A haftować trzeba, bo przecież wzory kuszą, ten wewnętrzny przymus zna chyba każda hafciarka:) 

No popatrzcie tylko na te słodkie króliczki, czy można obok nich przejść obojętnie i pozwolić, by wzór zalegał na dysku nie wiadomo ile :)


 

    

25 stycznia 2017

Foamiran, podejście pierwsze.

Nazwa, której nijak nie mogę zapamiętać.
Jakiś czas temu zobaczyłam fajnego kwiatka z tej pianki na blogu http://evejank.blogspot.com/2017/01/foamiran-warsztatykoszykmis-pandaetui-i.html
Nie miałam pojęcia co to takiego, więc poszperałam w necie. Zachwycona tym jakie cuda tworzą z tego Rosjanki też tak chciałam i tym sposobem nie wiele myśląc zamówiłam  pierwsze arkusze foamiranu. Kilka na ciepło i  na zimno. Z rosyjskiej tv dowiedziałam się, że jest foamiran irański i chiński, ten pierwszy jest rewelacyjny, a drugi do niczego. W sklepach nie widziałam takiego rozróżnienia, więc nie wiem skąd jest mój.

Moje pierwsze wrażenie są takie:
1. robienie kwiatków nie będzie moim hobby. Coś tam wyszło co pokażę za chwilę, ale nie sprawia mi to jakiejś specjalnej frajdy. I szczerze mówiąc formowanie płatków średnio mi wychodziło.
2.Foamiran na zimno bardziej mi się podoba, bo jest cieńszy i daje się kształtować w palcach, ładnie się naciąga i trudniej go rozerwać. Kwiatka można poprawiać na bieżąco.
3. ten na ciepło wymaga użycia żelazka, co jest dodatkową robotą i dodatkowym kablem plączącym się pod nogami. Płatek trzeba uformować od razu, bo jak ostygnie to już się nie da. Trzeba uważać, bo pianka łatwo się drze, zepsułam tak kilka płatków.
4. Skręcanie po zdjęciu z żelazka w moim przypadku nie dawało efektu naturalności, za to płatek wyglądał jak pomięty. nie podobało mi się to.
5. malowanie. Podobno można wszystkim. Próbowałam kredkami pastelowymi, beznadzieja. Kredka wysycha i kwiatek brudzi palce.
To chyba na tyle wrażeń. Pianki jeszcze trochę zostało, więc pewnie jakieś kwiatki jeszcze powstaną. Gotowy kwiatek z daleka wygląda jak z materiału. Nie wymaga to specjalnego talentu, odrysowanie kształtu, wycięcie i sklejenie do kupy to podstawowa umiejętność kilkulatka:) Jak we wszystkim potrzeba wprawy.

Koniec gadania, czas się pochwalić efektami





I co, jak na pierwszy raz chyba nie wyszło tak źle?

Zachęcam do spróbowania. Arkusz tej pianki kosztuje około 3zł, wystarcza na kilka drobnych kwiatuszków. Kwiatki można wykorzystać do wszystkiego, od kartek po broszki. Zastanawiam się czy by do haftu nie doczepić. Na tamborku króliczki, których ostatnio szukałam. Ale o tym następnym razem.

Jest jeszcze jedna zaleta kwiatków foamiranowych. robią się szybko, w porównaniu z jakimkolwiek haftem czy szydełkiem jest to efekt natychmiastowy. Wymyślam, rysuję i za chwilę mam, coś niesamowitego.

17 stycznia 2017

Kalendarz adwentowy

Zaczęłam jeszcze w listopadzie z nadzieją, że do świąt zdążę. Jest połowa stycznia, a kalendarz ciągle kalendarza nie przypomina. Najtrudniejsze już za mną. Obrazek powstał, w bólach i mękach, ale jest.
Kupiłam gotowy zestaw, była w nim mulina Madeira, o zgrozo nigdy więcej. Tak plączącej się nitki nie miałam w ręku od początku mojej hafciarskiej przygody, a trwa ona już grubo ponad dekadę. Myślałam, że DMC się plącze, ale to co przeszłam z madeirą to prawdziwy koszmar. Supełki powstawały niemal za każdym razem jak tylko przeciągnęłam nitkę. Po raz kolejny przekonałam się, że nie ma to jak stara sprawdzona Ariadna. Mówcie co chcecie, ale nikt i nic mnie nie przekona o wyższości powyższych marek nad ariadną.
Koniec narzekania. Czas pokazać co powstało.
Tak się zaczęło i już tu miałam ochotę wyrzucić te nici do kosza. Może to wina małej bobinki na którą były nawinięte i się plątały przez te załamania. Nie wiem.
 A tu się zaplątało zdjęcie świątecznej dekoracji. Kupiłam takie serduszkowe lampki, wiszą w towarzystwie szydełkowych bombek mojej roboty. Lampki tak bardzo mi się podobają, że do tej pory wiszą na ścianie. Serduszka są sznurkowe, coś jak słynne cotton balls.
 A tu już zimowa wioska. Prawda, że urzekający widok?

 Całość niemożliwie wygnieciona. ale na tamborku była od listopada więc nie ma się co dziwić.
Trzeba jeszcze wyhaftować cyferki, dlatego jeszcze go nie prasuję. Do oprawy są takie fajne wieszaki z serduszkami, a do powieszenia woreczków obręcze, które trzeba przyszyć. No i woreczki muszę jakieś zmajstrować. Na razie mam tak dość tego haftu, że nie chce mi się już przy nim robić nic. Do adwentu jest jeszcze sporo czasu tym razem powinnam zdążyć z wykończeniem.


A tak poza tym to mam dość robótek wszelakich. Przestało mnie to kręcić. Przeglądam wzory hafciarskie, patrzę na stos rurek do wyplatania, kosz z włóczkami i mam ochotę to wszystko wynieść na strych. No może jeszcze szydełko do mnie przemawia.
Do blogowania też tracę serce, ale to wina blogera bo chociaż do obserwacji dodaję masę nowych blogów to i tak się nie wyświetlają na liście i potem nie mogę ich odnaleźć. Miałby być optymistyczny post o końcu haftu, a wyszło jakoś ponuro. Może to wina wczorajszego depresyjnego poniedziałku:)