Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

11 listopada 2016

mały majsterkowicz

Wchodzę do garażu patrzę na stertę skrzynek po jabłkach i dostaję olśnienia. Wizja wymarzonego stolika na kółkach pod laptop w końcu doczekała się realizacji.
Wybrałam skrzynkę w najlepszym stanie, w trybie ekspresowym pognałam do sklepu po kółka i już następnego dnia cieszyłam się nowym "meblem" :)
 Skrzynka typowo gospodarcza z nieheblowanych desek, a raczej listewek. Ile się dało oszlifowałam, początkowo miałam malować i lakierować, ale taka goła skrzynka zwyczajnie mi się nie podobała, nie mówiąc już o ilości pracy jaką musiałabym włożyć, by bez obaw o drzazgi móc jej używać.  Boki zostały obciągnięte materiałem, kanty okleiłam sznurkiem. Półka jest z płyty wiórowej i pewnego dnia doczeka się jakiegoś wykończenia, na razie owinęłam ją folią spożywczą tak na wszelki wypadek gdyby jakaś drzazga chciała atakować.
Wymiary ma idealne, oprócz laptopa mieści się także kubeczek herbaty, oczywiście mój ulubiony kubeczek z Bolesławca. Blat musiał pozostać dziurawy (laptop ma wentylator od spodu więc lepiej mu się pracuje) dlatego tylko wyścieliłam go matą antypoślizgową.
 Stolik będzie z czasem udoskonalany, już wiem że z tyłu przykręcę haczyk do podwieszenia kabla, by nie wpadał pod kółko jak przesuwam. Wnętrze skrzynki na pewno szybko się zapełni i będę musiała z boku doszyć kieszenie np na długopisy i inne poręczne drobiazgi. Marzy mi się też, obicie takie na ocieplinie pikowane w grubą kratę. Zastanawiam się też nad zamontowaniem wysuwanej półki. Na razie taka prowizorka mi się podoba, jest przede wszystkim funkcjonalna i spełnia swoje zadanie.

Jedyny wydatek jaki poniosłam na wykonanie tego stolika to 9zł na kółka :) plus radość tworzenia i duma z własnoręcznie wykonanego "mebla".

Jakiś czas temu zrobiłam też wieszaki do przedpokoju. Kawałek deski, zabawa z decu i gotowe.



11 października 2015

w między czasie...

Jesień w tym roku mam na tyle zabieganą, że czasu na hobby pozostaje nie wiele. A może zwyczajnie mam coraz większego lenia:)  jakby nie było w tzw między czasie coś tam powstało. Dziś będzie o wszystkim.

Na początek kwitnący topinambur

mimo suszy urósł całkiem spory, z pewnością ma ponad 2m. Wkrótce wykopki, już nie mogę się doczekać, by zajrzeć co tam pysznego skrywa pod ziemią. W zasadzie to mam nadzieję, że będzie pyszny, bo będę go jeść po raz pierwszy. No, ale skoro w top chef wszyscy łącznie z mistrzem Amaro się nim zachwycają to głęboko wierzę, że musi być co najmniej dobry :)
Mimo nocnych przymrozków, (w sumie -3 to chyba już mróz, a nie przymrozek) dzielnie się trzyma i mam nadzieję, że będzie jeszcze kwitł bo pąków ma ogrom.

Niestety papryka nie wytrzymała temperatury. Miałam się nią pochwalić latem, ale jakoś nie było mi po drodze z aparatem do ogrodu więc fotka dzisiejsza.
Jakby ktoś nie widział, to tak wygląda mrożona papryka na krzaku :)
Odmiana  fioletowa, wpadająca w czerń. Myślałam, że będzie piękną ozdobą sałatek, ale się okazało, że papryka fioletowa jest niedojrzała, jak się dojrzewa robi się zielona, a całkiem dojrzała przybiera kolor wiśni. Smaczna owszem, ale walory dekoracyjne tylko w ogrodzie. Za rok chyba już jej nie posadzę. Chociaż owoców ma mnóstwo i jak widać do samego mrozu.

Moje oczy cieszą marcinki, uwielbiam te kwiaty niestety nie mogę znaleźć sadzonek innych kolorów. I nie mam pojęcia gdzie kupić chryzantemę ogrodową.  Jak ktoś wie to pisać.
 

 To różowe nie wiem jak się nazywa, ale liście ma bardzo podobne do chryzantemy tyle, że kwiatki takie...inne.

Próbowałam trochę decu, ale natchnienia i lakieru zabrakło.
Listownik, na który dalej nie mam pomysłu. Na razie jest taki
 i skrzyneczka na drobiazgi z wysuwaną pokrywką. Skrzyneczkę okleiłam koronką, ale była to największa głupota jaką mogłam zrobić. Miękka koronka pod wpływek wikolu zesztywniała, skrzynka w dotyku była szorstka, nieprzyjemna, efekt też średnio mi się podobał. Pokrywka jest spoko, koronkę oderwałam, skrzyneczkę wypełniłam dorbiazgami i upchnęłam w szafce, niech czeka aż wymyślę co z nią dalej zrobić.

Powstała jeszcze zakładka do książki i koszyczek na kredki dla małej uczennicy. Te prace robiłam jeszcze w przypływie natchnienia, także się udały :)





Na dziś koniec.
Pora się zbierać na popołudniowy spacer. Jutro podobno śnieg z deszczem, trzeba łapać ostatnie chwile spacerowej aury :)

15 września 2015

Dzbanek w słoneczkniki

Stary gliniak, pewnie ma tyle lat co ja, więc może jednak nie taki stary:) W każdym razie stał odrapany na szafie i zbierał kurz. Teraz wygląda tak



***
Mniej więcej w październiku ubiegłego roku postanowiłam posadzić imbir. Rozrósł się na tyle, że zaczął przesłaniać okno i musiałam go wykopać. Na tą jakże gustowną doniczkę spuśćmy zasłonę milczenia :)


 Byłam przekonana, że bulwy kryją się pod ziemią, i całe wiadro będzie nimi wypełnione. Rozczarowanie i zdziwienie było spore, gdy się okazało, że pod ziemią tylko korzeń a to co jadalne jest na wierzchu. Przynajmniej u mnie tak urosło. Teraz wydaje mi się, że za wcześnie go wykopałam, mogłam jeszcze przytrzymać parę miesięcy może akurat urósłby większy.


5 września 2015

Oliwki

Do tej pory nie lubiłam oliwek. Pewnego dnia nie wiadomo czemu postanowiłam się przełamać i spróbować jeszcze raz. Posmakowały :) Mniej więcej od dwóch tygodni, oliwki stały się obowiązkową przekąską. Przy zielonych dalej mam minę podobną jak przy jedzeniu cytryny, ale posmak jaki pozostaje nakazuje mi jeść dalej. Czarne wchodzą jak woda, ale wydają się zbyt mało charakterne więc póki co wolę zielone. Najbardziej smakują mi bułki  ziołowe z oliwkami, ale z mojego przepisu wychodzą jakieś ciężkie więc szukam lepszej receptury. Jak ktoś ma sprawdzony przepis na pyszne bułeczki z oliwkami to niech się podzieli.

Zanim przekonałam się do ich smaku, urzekły mnie oliwkowe serwetki. Wcześniej wciśnięte w najdalszy zakamarek pudła, nagle zaczęły mi się podobać. I tak powstała miska.


 Tak wygląda trawnik po dwóch miesiącach bez deszczu, aż chrupie pod nogami. Na szczęście od dwóch dni kropi, bo padaniem tego nazwać nie można. Ale jest już lepiej, rośliny odżyły.
 Miska jest gliniana, zrobiłam z niej doniczkę. Rosną w niej tymianek, hyzop i szałwia lekarska. Nie jestem pewna czy na grządce przezimują, więc wzięłam po krzaczku do domu. W doniczkach nic mi nie chce rosnąć, może chociaż zioła zechcą. Zmęczone suszą na razie wyglądają biednie, za to pięknie pachną. Mam nadzieję, że pięknie się rozrosną i wiosną powędrują z powrotem do ogrodu. 
 ***
W powietrzu czuć jesień. Liście powoli zmieniają kolory, żołędzie spadają, skończyły się upały, w końcu chce się żyć. Uwielbiam jesień i zawsze o tej porze jestem szczęśliwsza, wszystko wydaje się piękniejsze, problemy mniejsze, wszystkiego chce się bardziej. Wreszcie nadeszła :)) Godzinami mogę się patrzeć na poranne mgły, na kropelki deszczu, jesienne prace w ogrodzie też są przyjemniejsze. No jednym słowem jest super!
Wieczory coraz dłuższe, jeszcze chwila i będę mogła usiąść z szydełkiem/haftem/igłą  i kubkiem herbaty. W tym roku herbaty wyjątkowej bo z suszonym nagietkiem i płatkami dzikiej róży, z własnego ogrodu.


Wiem, że do tej kalendarzowej jeszcze daleko, ale ja mam swój własny cykl pór roku i dla mnie jesień zaczyna się już po 15 sierpnia.

2 września 2015

Bajkowy świat

 Zatęskniłam za łąką. Taką zieloną, pełną kwiatów, motyli, gdzie nie dokuczają owady za to wieje delikatny wiatr i można bezkarnie wylegiwać się na kocu.
 
 Moją łąkę zamieszkały wróżki. Domek ma  delikatnie pozłacane elementy, ale niestety na fotkach nie widać

 nie mogło zabraknąć muchomorków. Bez muchomorków magiczne miejsca nie istnieją.
 


 Wróżki rozsiewają magiczny pył (niestety brokat ciężko uchwycić na zdjęciu)

Na koniec pokażę Wam wschód księżyca na moim końcu świata.