Obserwatorzy

3 kwietnia 2015

Zajączkowa rodzinka. Wygrana w candy.

Zajączki mi się rozmnożyły :)
 Za oknem w ciągu dnia wszystkie 4 pory roku więc zdjęć w plenerze nie będzie, chyba że kiedyś przy okazji.

Wszystkie cztery razem. Największy po czubek ucha ma ok. 50cm.


Maleństwo, które wyciąga łapki i zdaje się prosić, by ktoś go przytulił

 Docelowo zające (króliczki) mają trafić do ogródka.Teoretycznie siano lubi każdą pogodę więc powinny być wieczne, ale podejrzewam, że moje koty zrobią z nich drapak i ukrócą ich żywot.

Popatrzcie tylko na to przerażenie w oczkach na samą myśl, że miałby stanąć na ośnieżonym trawniku.
 Zdziwienie całej rodzinki. jak to tak wszyscy?!
 Jak widać nawet tata zając ubrany w czapkę i szalik zdaje się mieć wątpliwości czy schodzenie z parapetu to dobry pomysł.

Nie mogłam się oprzeć tym błagalnym spojrzeniom i wszystkie  trafiły z powrotem do domu. Na podbój ogrodu wyruszą jak wiosna wróci.
To jedno to miała być ciężarna mama zając, ale jak tak na nią patrzę to chyba bardziej przypomina starego wuja  z piwnym brzuchem :)

 ***
A na koniec pochwalę się szczęściem jakie mnie spotkało. Jednak Wielkanocny zajączek istnieje :)
 Wygrałam candy w http://czarymarydori.blogspot.com/  i dostałam  cudną broszkę. Motylek jest zjawiskowy. W dodatku będzie idealnie pasował do kurtki, zamierzam się w święta w niego wystroić :)
Dorotko bardzo Ci dziękuję za to cacko!

****
Tydzień mi uciekł, nie wiem gdzie i kiedy, patrzę na kalendarz i nie wierzę, że to już Wielki Piątek. Ciągle mam wrażenie, że do świąt jeszcze daleko. Pewnie w Waszych domach szał przedświątecznych przygotowań:) ja w tym roku na luzie, ile się uda zrobić tyle będzie. Porządki utknęły w martwym punkcie i pewnie już nie ruszą. Mazurek w planach, babka też, resztą oprawy kulinarnej zajmuje się moja mama. Marzy mi się jeszcze koszyczek z drożdżowego ciasta i kruche babeczki, ale podejrzewam  że znów zostaną przełożone na "za rok" .  A święta chciałabym spędzić w ciszy i spokoju, poleżeć plackiem, pogapić się w sufit, pójść na spacer z kotem....... ot takie świąteczne nic nie robienie, na które zawsze brakuje czasu.
A Wy jakie świąteczne marzenia macie? wyznajecie zasadę, że święta tylko z rodziną, czy może marzy wam się Wielkanoc pod palmami? Chcecie tłumu gości czy tak jak ja błogiego lenistwa? nie bójcie się teściowe tu nie zaglądają, więc się nie dowiedzą, że chwilami macie dość ganiania ze ścierką, by lśniło na jej przyjazd :)) Nie pytam jak będzie, tylko jak Wam się marzy.

Życzę Wam, by te marzenia się spełniły :) By te dwa dni były naprawdę piękne, by czasu wystarczyło na relaks, sił na te wszystkie wizyty, cierpliwości do dawno nie widzianych cioć co to wszystko wiedzą najlepiej, umiejętności docenienia tego wszystkiego i czerpania radości z tych wszystkich wspólnych chwil. W końcu święta są raz w roku, cieszmy się nimi i przeżywajmy najlepiej jak potrafimy.



1 kwietnia 2015

Zajączek z siana

Odrobinę niefotogeniczny. Nie miałam sznurka do wiązania, poradziłam sobie cienkim drucikiem (którego było mi szkoda) i nitką (która się rwała) dlatego futerko trochę najeżone. Jak na prototyp wyszedł całkiem nieźle. Co ja mówię! Jestem z niego niesamowicie zadowolona, do tego stopnia, że mam w planie dorobić mu rodzinkę :) 

No powiedzcie same, czy nie jest uroczy ?

Kwiatuszki w łapce trzyma specjalnie dla Was w podziękowaniu za to, że ze mną jesteście.

31 marca 2015

Kosmetyczki

Święta się zbliżają nieuchronnie. Muszę przyznać, że Wielkanoc od strony dekoracyjnej zwyczajnie mi nie leży. Tegoroczna nie leży mi szczególnie. Ale nie o tym chciałam :)

Nawet w święta nie może zabraknąć w torebce kosmetyczki na kobiece akcesoria. Powstały dwie malutkie wielkości podpaski. Jedna typowo świąteczna, druga świąteczna bo elegancka.  Zdjęcie marne bo robiłam na szybko tuż przed wysyłką. Jak na nie patrzę to przypomina mi się, jak wujek oglądał mecz w czarno-białym telewizorze i komentator opowiadał jakie kolory mają stroje drużyn i w ogóle co widać :)
No więc niczym ten komentator opowiadam :) Górna jest w drobną łączkę, taką niebiesko zieloną, podszewka niebieska, hafcik z kurczakiem pokazywałam wcześniej. Druga to mięsista koronka ecru, na dosyć ciemnym niebieskim tle. 
W te trudne dni niech chociaż kosmetyczka poprawia humor .

28 marca 2015

Warunki dobrosąsiedztwa.

Kartki wyrwane z kalendarza mają tą paskudną cechę, że zwykle się gubią, żeby wraz z nimi nie przepadła zapisana wiedza umieszczę ją tu. Przy okazji może komuś jeszcze się przyda.

Pomidora dobrze uprawiać współrzędnie z pietruszką, porem, selerem, szpinakiem, cebulą z dymki, czosnkiem, fasolą, sałatą, papryką, bazylią koprem. Nie korzystne jest sąsiedztwo ogórka, grochu, papryki, kopru włoskiego.

Por lubi sąsiedztwo marchwi, pietruszki, ogórka, sałaty, rzodkiewki, selera, pomidora, truskawki.
Nie lubi grochu, fasoli, buraka ćwikłowego.

Sałata podobnie jak marchew lubi większość warzyw: ogórki, groch, kapustę, koper włoski, rzodkiewkę, pomidory, cebulę, koper. Tak jak marchew nie znosi selera.

Seler lubi rosnąć obok pora, ogórka, fasoli, grochu, kapusty, szpinaku ,truskawek.  Nie lubi sałaty o marchwi.

Kapusta głowiasta, brukselka, kalafior tolerują w uprawie współrzędnej marchew, selera, fasolę, groch, ogórki, szpinak, sałatę, buraka ćwikłowego, pomidory, bazylię. Nie odpowiada im bliskie sąsiedztwo czosnku, pora i cebuli.

Kalarepa może rosnąć obok szpinaku, sałaty, grochu, pora, rzodkiewki, selera, buraka ćwikłowego. Źle się czuje obok kapusty.

Ogórki lubią pietruszkę, selera, fasolę, groch, sałatę, buraka ćwikłowego, szpinak, czosnek, bazylię. Nie odpowiada mu towarzystwo pomidora, ziemniaka, rzodkiewki.

Burak ćwikłowy toleruje ogórki, fasolę, groch, warzywa kapustne, sałatę, czosnek, koper, truskawki. Nie odpowiada mu sąsiedztwo pora i szpinaku.

Cebula dobrze rośnie marchwi, pietruszki, buraków ćwikłowych, ogórków, pomidora, sałaty, truskawek. Nie lubi sąsiedztwa grochu, kapusty, fasoli, rzodkiewki.

Czosnek lubi marchew, ogórka, pomidora, sałatę, buraka ćwikłowego, bazylię, truskawki oraz drzewa i krzewy owocowe. Źle rośnie obok grochu, fasoli i roślin kapustnych.

Repelenty
Jako naturalne środki ochrony roślin możemy zastosować rośliny, które mają odstraszające działanie na szkodniki.
Czosnek, begonia odstrasza ślimaki.
Żonkile, cesarska korona, gorczyca biała- gryzonie
Sałata, cebula, por, kolendra - połyśnica marchwiana
Mięta pieprzowa, seler - bielinki
Mięta pieprzowa, kolendra, czosnek, wrotycz, anyż- mszyce
 Cebula, pelargonia, petunia- pędraki
Aksamitka, nagietek, dalia- niektóre nicienie
Gorczyca biała, gryka, sałata- drutowce
Fasola, chrzan-stonka ziemniaczana na oberżynie.

Sporo ciekawych rad znalazłam też w gazetce "Mam ogród" 4/2015

***
W tym roku mam fazę na ogródek. Nasionka kilkunastu ziół i warzyw już czekają na wysianie. Zamówiłam też kilka ulubionych kwiatków do ogródka, pod które rozkopuję ukochany trawnik. Oby tylko starczyło sił i zapału :)  A wy stosujecie te wszystkie "czary" ogrodowe typu dobrosąsiedztwo, naturalne opryski itd. ?

Dodam jeszcze, że warto zaprzyjaźnić się  z pokrzywą. Nie tylko jest dobra dla zdrowia, ale nawóz z niej zrobiony świetnie się sprawdza do podlewanie kwiatów.  Najlepiej majową pokrzywę trzeba zalać w dużym pojemniku wodą, odstawić w kąt ogrodu(zapach okropny) i poczekać ze dwa tygodnie (ja używam już po 4dniach, bo niecierpliwa jestem), codziennie zamieszać długim kijem,  a potem rozcieńczać wodę w stosunku 1:10. i podlewać.

21 marca 2015

Patchworkowa narzuta

*Wymiary 165x225cm.
* 595 elementów w 17 rozmiarach i kolorach (jak się szybko okazało kolorach źle dobranych)
*czas powstawania ok 60 godzin
*kilkanaście (!!!) złamanych igieł podczas pikowania nową stopką kupioną specjalnie do tego celu, *niezliczona ilość słów niecenzuralnych gdy owa cudna stopka zrywała nitkę co kilka-kilkanaście centymetrów,
*niezliczone momenty załamania podczas, których miałam ochotę wepchnąć narzutę razem z maszyną do śmietnika
*sporadyczne chwile gdy jednak całość mi się podobała, które dawały siłę do dalszej walki.

wnioski nasuwają się dwa: jak nie masz pojęcia to się nie czepiaj! i drugi bardziej optymistyczny: nie od razu Kraków zbudowana, na czymś nauczyć się trzeba.

Podczas szycia odkryłam jeszcze coś: ludzie mają łóżka jak 2/3 mojego pokoju :)
Żeby rozłożyć ją podczas kanapkowania musiałam wynieść fotele, a resztę zsunąć pod ściany ile tylko się da.
Jest to moja trzecia narzuta. Poprzednie były trochę mniejsze i mniej skomplikowane, ale wyszły zdecydowanie lepiej. Nie mogę zrozumieć czemu wcześniej pikowałam zwykłą stopką i złamałam może ze dwie trzy igły, a tym razem chociaż kombinowałam na wszelkie sposoby igły leciały jedna za drugą. A najbardziej złości mnie, że stopka, której zadaniem jest m.in to by nie zrywała się górna nitka się nie spisała ... a może ja nie umiem i wiecie jak to jest kiepskiej tańcownicy zawadza rąbek u spódnicy :)

W każdym bądź razie udało mi się skończyć. Zanim trafi na dno szafy  pokazuję. Przyznam, że gdzieś w głębi serca jestem z niej dumna i nawet trochę mi się podoba...




I co Wy na to? warto było  się szarpać?


16 marca 2015

Palmy i niespodzianka.

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami. Zapobiegliwe sąsiadki już piorą firanki i myją okna. A ja korzystając z ładnej pogody rozpoczęłam sezon ogródkowy. Posadziłam dalie (marnie przezimowała i nie wiem czy cokolwiek z niej wyrośnie) Za to brodea już wypuszczała kiełki więc w samą porę sobie o niej przypomniałam. Rozkopałam kawałek trawnika, by mieć miejsce na lawendę. Nawet nawozem podsypałam wszystko co z ziemi wylazło :) Jak za tydzień spadnie śnieg i ściśnie mróz to będę rozczarowana. Psychicznie nastawiam się już na lato, bo wiosny nie lubię i z niecierpliwością czekam aż się skończy.A od lata to już lada chwila ukochana jesień.

Poza tym nie mogę się doczekać paczki z zamówionymi nićmi, by skończyć szyciowy projekt, o którym ostatnio wspominałam. Mało jajka nie zniosę, a ze sklepu żadnej informacji, że wysłali :(

No więc skoro świąteczne porządki mi nie w głowie, pisanki będę malować woskiem dopiero w Wlk tygodniu, a natchnienia na zaczynanie nowej robótki brak..... wzięłam się za palmy.

Zebranych latem roślinek wystarczyło na dwie. Przód mają nieco inny niż tył. Nieskromnie powiem, że jestem z nich zadowolona.





A kiedy tak sobie siedziałam przysypana suszonymi roślinami zapukał listonosz i przyniósł mi to

 
Tak cudną niespodziankę sprawiła mi Edyta. Kobieta o złotych rękach i sercu. Trzymanie w dłoni, patrzenie na jej prace jest przyjemnością samą w sobie. Nie jest to pierwsza rzecz, którą od niej dostałam więc wiem co mówię. Jajeczko jest perfekcyjne, będzie wspaniałą ozdobą świątecznego stroika. Edytko dziękuję Ci z całego serca.

12 marca 2015

Babeczkowy kalendarz

Z SAL-owych babeczek wymyśliłam kalendarz trochę inny niż wszystkie. Od razu wiedziałam, że chcę z nich zrobić płaskie zawieszki, które zawisną nad zdzierakiem. Każda zawieszka będzie mieć inny kształt, który kojarzy mi się z danym miesiącem. Ponieważ ręce nie nadążają za tym co pomyśli głowa, więc do ideału im daleko :) ale są tylko moje i nawet takie koślawe mnie cieszą.

Dziś pokażę, pierwsze trzy, zacznę od marcowej
Gdyby ktoś nie skojarzył, ma kształt kota. Bo jak powszechnie wiadomo, na punkcie kotów mam lekkiego bzika:) a poza tym marzec kojarzy mi się z kotami najbardziej. Wisi sobie na ściance pod kalendarz, którą zrobiłam z boku od skrzyneczki na owoce. Ścianka służy mi już kilka lat. Myślę, że pstrokate zawieszki będą fajnie ją uzupełniać. Podejrzewam, że osoby zamiłowane w uporządkowanych przestrzeniach, wszelkich stonowanych kolorach może boleć głowa od samego patrzenia na tą pstrokaciznę. Ale ja tak lubię. Złośliwi twierdzą, że w głowie też mam pstro:)

 Zawieszka lutowa wiadomo serce i nie ma się tu nad czym rozwodzić. Styczniowa miała mieć kształt śnieżynki, ale wyszedł taki brzydki placek.... taka trochę topniejąca śnieżynka.

***
Mój czas pochłania teraz pewne "maleństwo" o wymiarach 160x220cm, składa się z ok 600 elementów i wkracza w fazę dla mnie najtrudniejszą, czyli kanapkowania i pikowania. O tym jak porwałam się z motyką na słońce będzie następnym razem. Jak poczta i sklepy się spiszą to może już w następnym tygodniu. Trzymajcie kciuki bym skończyła i nie zwariowała przy tym do reszty :)

10 marca 2015

Marcowa babeczka

 Już wkrótce pokażę co z nich powstaje. A tymczasem trochę wiosny z mojego trawnika

 Stokrotki rozpanoszyły się na dobre, ale to moje ulubione kwiatuszki więc mają prawo:)

4 marca 2015

Kosmetyczki

Po styczniu i lutym spędzonym nad tamborkiem przyszedł czas na maszynę do szycia.
Za oknem sypie śnieg:)) muszę o tym wspomnieć bo to pierwszy tak ładny śnieg tej zimy na moim końcu świata. Chyba przedwcześnie schowałam zimowe buty.
Zanim całkiem pogrążę się w pogodowych rozważaniach pokazuję co uszyłam

Wymiary 21x24cm. Jakiś czas temu zrobiłam na szydełku norweską gwiazdkę z końcówki kordonka, z braku lepszego pomysłu ozdobiłam nią kosmetyczkę.
 Podszewka z niebieskiej bawełny, tył z grubszego materiału w tłoczone kwiatuszki.

Następna powstała ze starych spodni. Nie widzę sensu wyrzucania dobrych kieszonek i szycia nowych, ponieważ w bojówkach chodzę najchętniej to i kieszonek mam sporo:) nie jedna taka kosmetyczka jeszcze powstanie. Ta czekała na uszycie chyba ze dwa lata.... kiedy doczeka się reszta, nie mam pojęcia

 Guziki muszę doszyć, ale leżą w szafce do której mi na razie nie po drodze:)
Dzięki temu, że kieszonki są gotowe, kosmetyczka powstaje minimalnym nakładem czasu i sił. Szyję jedną, a w sumie wychodzi trzy przegródki.  Na fotkach wygląda krzywo, bo pozowała pusta. Musicie uwierzyć na słowo że jest zgrabnym prostokątem, który sam stoi bo ma szersze dno.

A na koniec pokażę Wam mój imbir.
Trochę zaczyna marnieć, myślałam, że wykopki się zbliżają bo sadziłam go późną jesienią, ale widzę że jeszcze wypuszcza od korzenia więc przyczyna musi być inna.
Ma ponad półtora metra i zamiast stać sztywno zaczyna się wykładać i więdnąć. 

3 marca 2015

Nosidełko na chusteczki

Niemal od początku obserwuję zabawę w kolorki u Danusi, ale zawsze jakoś mi było nie po drodze, by wziąć udział. W końcu się udało, moja praca wpasowała się w marcowe kolory. Do szkoły chodziłam dawno, nie wiem czy procentowo będzie się zgadzać i czy pozytywnie przejdzie ocenę organizatorki. Mimo wszystko zaryzykuję i moje nosidełko wrzucam na pożarcie Stefana.

Przez dziury przebija opakowanie chusteczek, a żółty środek w rzeczywistości jest nieco bardziej żółty.

Bardzo lubię wszelkie chusteczniki, które można wrzucić do torebki, kieszonki, zabrać ze sobą na spacer, a najbardziej lubię ukradkowe spojrzenia innych pełne zdziwienia, że mam chusteczki w czymś takim, a nie wymiętolonej oryginalnej folijce :)
To jest zrobione z myślą o wiosennych spacerach. Dodatek szarej cieniowanej nitki z nutką błyszczącego srebra fajnie ożywia całość. Muszę przyznać, że jak zobaczyłam zestawienie zielony plus szary to uznałam, że baba oszalała, kto łączy te dwa kolory! Ale w praktyce się okazało, że jest to bardzo fajne połączenie, także Danusiu zwracam honor.

Zielony jest mi kolorem obojętnym, nie mam z nim specjalnych skojarzeń. Mam kilka sztuk ubrań w tym kolorze, najbardziej lubię chyba zieleń butelkową i wojskową. Jak się na tym głębiej zastanawiam to zielony chyba najbardziej kojarzy mi się z butelkami i mundurami moro, ogólnie z wojskiem. Wiadomo, że trawa listki itd. ale to skojarzenia tak banalne i oczywiste, że nawet ich nie zauważam.


Do koloru seledynowego najbardziej pasuje czerwony. Tak mi się wydaje, w sumie czerwony dobrze wygląda niemal ze wszystkim to i do seledynu będzie ok.





24 lutego 2015

Poduszka w warkocze

Niespodzianka do Wróżki dotarła mogę więc pokazać co przygotowałam.

Szydełkowa poduszeczka w warkocze, ok 20x20cm.

 Tył na zakładkę, dodatkowo zapinany na kokardkę z pętelką i malutkie koraliki.


Do poduszki dołożyłam dwie podkładki pod kubeczki i większą np pod dzbanek.
Obdarowana zadowolona, więc kamień  serca, wiecie jak to jest jak się wysyła niespodziankę obcej osobie :)

Jeśli jest jeszcze ktoś kto nie zna bloga Basi, to zachęcam do odwiedzin. Nie tylko można nacieszyć oczy pięknymi przedmiotami TU , ale także znaleźć coś dla duszy TU

19 lutego 2015

Rozmiar ma znaczenie

Skończyłam haft. Pokazuję jeszcze cieplutki, prosto spod igły:) Pranie, prasowanie i oprawianie jeszcze przede mną. Obrazek na ścianę trafi dopiero późną jesienią, wzorki świąteczno-zimowe w obliczu nadchodzącej wiosny tracą na uroku. Także czas na oprawę mam.

Z tym wzorkiem od początku miałam pod górkę za sprawą nietrafionych rozmiarów wszystkiego. Zaczęło się od tego, że zamieniłam grubszą kanwę na drobną. Potem nie pasowały koraliki, musiałam zamawiać mniejsze. Wybór pomiędzy koralikami a muliną metalizowaną zniknął, gdy się okazało że kupiona madeira jest za gruba i nie da się jej rozdwoić. Ramki kupiłam dwie i jak łatwo się domyślić obie nie pasują. Jedna jest o pół centymetra za mała, a druga o kilka za długa. Będę musiała ładnie się uśmiechnąć do Osobistego, by jakąś skleił, ale jak wiadomo takie zlecenia muszą nabrać mocy urzędowej:)

Ostatecznie udało się skończyć, efekt końcowy mnie zadowala. Koniec marudzenia, niech dzieło broni się samo.

Wymiary: 15x17cm
brązowa Ariadna
Koraliki preciosa jasny koral 2,3mm
koraliki toho 1,5mm, białe błyszczące i matowe.
 kanwa 70/10 aida rustico








****

Pytałyście o to jak suszę kwiatki. Ususzenie kocanek pospolicie zwanych suszkami, nie wymaga żadnych umiejętności  i specjalnych zabiegów. Wiosną sieję, a latem zbieram:) Należy pamiętać, że w trakcie suszenia kwiatek trochę rozkwitnie, więc trzeba go zerwać odpowiednio wcześnie.  Żeby po ususzeniu nadal były nierozwinięte ścinam jak pąk jest bardzo mały, a jak chce by po ususzeniu były w pełni kwitnienia to ścinam jak pąk jest spory i dopiero ma zamiar się rozchylać. Wiążę w małe bukieciki po kilka sztuk, wieszam do góry nogami u karnisza w pokoju, w którym okno jest zawsze otwarte a rolety zasłonięte. Można się pobawić i owijać w gazetę, suszyć należy w przewiewnym miejscu. Ot cała tajemnica.


****
Jak myślicie ramka biała czy czarna?

15 lutego 2015

Wróżką zostaje........

 Co by nie było całkiem bez fotek to wrzucam suche bukieciki, które będą zdobić parapet do póki kurz ich nie schowa. Zaletą suchych kwiatów, jest to że mogą stać w pełnym słońcu i nie domagają się podlewania, a do tego lepiej się prezentują niż sztuczne. O satysfakcji z ich wyhodowania i ususzenia już nie wspominam.

****
Pora przejść do rzeczy. Dla przypomnienia do interpretacji było takie zdjęcie
Co ja zobaczyłam na dnie kubeczka? chiński znak równowagi, od razu pomyślałam, że ten rok musi być dobry i w końcu uda się pogodzić to co wydaje się niemożliwe. A potem przyjrzałam się bliżej i zobaczyłam grzyb taki co powstaje po wybuchu bomby atomowej, uznałam że albo mój świat pieprznie do reszty, albo jedyną drogą by osiągnąć szczęście jest zaczęcie wszystkiego od nowa.

Byłam ciekawa co inni zobaczą w tych fusach i stąd wziął się pomysł na zabawę.
Co widziałyście?  Wasze wizje były bardziej optymistyczne, widziałyście podróże, dalekie i bliskie, dumną damę, zwierzęta, egzotyczne miejsca.... przyjemnie się czytało takie optymistyczne komentarze.
Jednak najbardziej spodobał mi się ten komentarz:
hm,wpadłam tu od Dusi i pozwolę sobie zostawić tu kilka słów ..
otóż ja widzę tutaj zarys damy kameliowej która pachnie może "Panią Walewską "albo tego typu perfumem ,na głowie ma jakiś ukwiecony toczek charakterystyczny dla tamtej epoki ,z włosów zaś ma ślicznie upięty koczek z puszczonymi loczkami ,jej szyją zdobi sznur lśniących pereł .jest trochę dumna ale nie należy jej tego brać za złe bo na pewno jest dumna ze swojego partnera który może właśnie został prezydentem :)
wow!!!
ale mnie poniosło :)
wróżę Tobie ogrom radości i pięknych zapachów ,wiele niezapomnianych chwili i wiele radości a schodząc na ziemię życzę zwyczajnie wszystkiego dobrego :)

 Tym samym  tytuł najlepszej wróżki oraz nagrodę niespodziankę otrzymuje  właścicielka bloga Szepty serca. 
 Wzmianka o prezydencie rozbawiła mnie niesamowicie, do tej pory śmieję się jak głupi do sera jak pomyślę o chłopie osobistym  w tej roli:) Nie wiedzieć czemu siebie jako próżną damę w perłach wyobrazić sobie mogę łatwiej. Jak na próżną damę przystało mam cichą nadzieję, że fragment o prezydencie się spełni. Muszę tylko osobistego zapisać do jakiejś partii....  podobno szczęściu trzeba pomagać. Ten komentarz trafił idealnie w moje klimaty, lubię czasem się rozmarzyć o czasach dumnych dam i dżentelmenów, o pozornie lepszym świecie. Gdyby nie ten pomysł z prezydentem to dalej bujałabym w obłokach,a tak spadłam na ziemię turlając się ze śmiechu.

 Dziękuję wszystkim za udział w zabawie, frekwencja nie była oszałamiająca, ale liczy się jakość nie ilość. Komentarze bardzo mi się podobały, fajnie spojrzeć na to samo oczami innych. Kawy nałogowo nie piję, a już taką z fusami sporadycznie. Następnym razem jak zaparzę i zobaczę na dnie coś ciekawego to możecie być pewni, że zabawa się powtórzy:) 

Zapomniałabym o najważniejszym! Szepty serca proszę o przysłanie adresu  do wysyłki.  

12 lutego 2015

Przyjemności:)

Dziś tłusty czwartek. Jest to tradycja, którą bardzo chętnie kultywuję i głęboko wierzę, że zjedzone dziś pączki przyniosą szczęście:) Złośliwi pewnie dodadzą, że to szczęście nadejdzie jak zgubię dodatkowe centymetry, których dzisiejsze obżarstwo przysporzy. Ale nie ma się co złośliwcami przejmować, tradycja święta rzecz!


Pączki i faworki produkcji mojej mamy, nie muszę dodawać, że najlepsze na świecie.

Głównym powodem, dla którego publikuję dzisiejszy post jest wewnętrzny przymus pochwalenia się prezentami walentynkowymi. Jak widać, na załączonym obrazku dostałam wymarzoną ceramikę z Bolesławca. Nic nie poradzę, że z każdym dotknięciem ich produktu rozkochuje się w nich coraz bardziej.

Szczęśliwie się złożyło, że na moim końcu świata jedna z tamtejszych fabryk ma swój sklep firmowy, dzięki temu kasę przeznaczoną na kuriera mogę przeznaczyć na jakiś drobiazg:)
Wcześniej upatrzyłam sobie na ich stronie czerwony kubeczek w kwiatki i w zasadzie miałam nie kupować nic więcej. W sklepie czerwonego nie mieli więc wzięłam pomarańczowy, a potem ujrzałam cudną miseczkę i jeszcze jedną.... a na koniec kubek do ziół. Moje szczęście osiągnęło apogeum, bo taki kubek marzył mi się już dawno. W myśl sloganu z jakiejś starej reklamy "podaruj sobie odrobinę luksusu"  kupiłam co wybrałam. Na szczęście mój chłop osobisty, będący sponsorem mojego szczęścia (nie tylko zakupowego) nie protestował.


****
A jeszcze się z Wami podzielę moim nie dawnym odkryciem. Wiecie, że sklep niteczka.com i niteczka.com.pl to dwa różne sklepy. Kiedyś robiłam zakupy w tym drugim, a potem długo nie mogłam go odnaleźć właśnie przez ten małą różnicę w adresach. W pierwszym są tylko włóczki, a w drugim wszystko. Podobnie jest z adresami epasmanteria.pl i e-pasmanteria. Moim zdaniem możliwość nadawania tak podobnych adresów sklepom jest zwykłym wprowadzaniem klienta w błąd.

8 lutego 2015

Lutowa babeczka

Kolejna słodkość z SAL-u

****
Kto jeszcze nie spróbował swoich sił w konkursie na wróżkę ma ostatnią szansę. Został tylko tydzień!
Na zachętę zdradzę, że niespodzianka jest w wiosennym kolorze i jest już prawie gotowa:) 

6 lutego 2015

Takie coś.....

Dawno temu znalazł w sieci wzór, który spodobał mi się okrutnie. W końcu nadszedł piękny czas jego haftowania. Od początku wiedziałam, że będzie z koralikami białymi. Na początku stycznia zamówiłam co trzeba (tak mi się wydawało) i wzięłam się za robotę

Na początku było tak
przyszedł czas na przyszywanie koralików i nastąpiło pierwsze załamanie. Koraliki preciosa okazały się za duże ! W sumie początkowo haft miał być na białej kanwie 54/10 , ale ostatecznie wybrałam aidę rustico 70/10. Nic dziwnego, że koraliki 2,3mm nie pasują.

Urokowi koralików perłowych w kolorze jasnego koralu nie mogłam się oprzeć i musiałam je doszyć. Po prostu musiałam i z efektu jestem zadowolona.


A tu już widać zapowiedź nieszczęścia. O ile koraliki pojedynczo jakoś jeszcze wyglądają, to już przyszywane jedne nad drugimi się nie mieściły i nie dało się nimi szyć. Nie było wyjścia. Zamówiłam kolejne koraliki. Problem w tym, że coś mi się pomerdało i przekonana, że preciosa mają wymiar 3,2mm a nie 2,3mm zamówiłam znów za duże. Jedne były 2,5mm a drugie 2mm. Żeby było ciekawiej białych w rozmiarze 1,5mm nie widziałam  w żadnym sklepie. Zaczęłam wyszywać tymi 2mm, jakoś weszły, ale na ścisk i nie wygląda to dobrze
Co ja mówię! to wygląda tragicznie. Finezyjne listki i zawijaski wyglądają jak kaczki z ciałem ośmiornicy :(( Jak zrobiłam dół to jeszcze nie przeszkadzało mi tak bardzo i uważałam jest całkiem znośnie. Dopiero jak skończyłam górny ornament moim oczom ukazały się kacze główki:( jestem wściekła na siebie, że zmarnowałam długie godziny, zamiast spruć od razu.



chyba spruję do tego stanu,
tylko co dalej?
Mam dwa pomysły, albo zamówić metalizowaną białą mulinę albo drobniejsze koraliki. O dziwo teraz 1,5mm widzę w każdym sklepie, pomroczność jasna ustąpiła:)

Proszę doradźcie coś! mulina czy koraliki? białe, a może jednak zostawić to w jednakowej kolorystyce i jakiś jasny brąz?