Obserwatorzy

26 kwietnia 2012

Kamizelkowy sukces:)

Po ostatniej  nie udanej próbie odłożyłam szydełko, spakowałam robótkę popatrzyłam na kłębek z końcówką włóczki i ... czym prędzej wzięłam się za robienie nowych pół :)
W efekcie powstała prosta kamizelka. nie jest tak piękna jak była w planach, ale przede wszystkim wygląda jak powinna, jest wygodna i pomimo kroju jak na lalkę całkiem dobrze się układa. Jestem pewna, że następna będzie bardziej ozdobna i może nawet uda mi się bardziej "człowieczy" kształt. Chodzi mi o to by była szersza w biuście i biodrach a węższa w talii :)


Ma nawet kieszonkę :) i ładną falbaneczkę wokół szyi. Jestem z niej bardzo zadowolona :)

 A to już piękny szal jaki powstał ze starych pół.  ma coś koło półtora metra długości , nić przeznaczoną na jego wykończenie przeznaczyłam na nowe poły więc został w takim stanie jak widać. Myślę, że ostatni rząd też wygląda całkiem fajnie i może tak zostać.
Jest wystarczająco długi, by się nim owinąć jak w kamizelkę.


 Tylko spójrzcie czy ten wzór nie jest piękny?


24 kwietnia 2012

Miała być kamizelka...

wg tego wzoru.  Wzór jest wymyślony na cienką włóczkę, góra szydełko nr 2. Zrobiłam z wiele grubszej - szydełko nr 6. ale to była jedyna jaką miałam w wystarczającej ilości. Strasznie byłam ciekawa czy cokolwiek mi wyjdzie, bo  nigdy nie robiłam ubrań. Do tej pory jedyne co w miarę mi wyszło z odzieży to czapka, która po upraniu się sfilcowała i skurczyła :((( a już polubiłam w niej chodzić. Mam nadzieję, że uda mi się jakoś rozciągnąć.

Wracając do tematu. Plecy wyszły ok. Wzoru na poły nie umiałam sobie zmniejszyć, więc zrobiłam tylko część, i tak za szeroko. W dodatku popełniłam kilka błędów przez co poły się dziwnie wyciągnęły w dzióbek. Do kołnierzyka nawet się nie brałam, wykończyłam pod szyją po swojemu taką mini falbanką.

Na leżąco wygląda to tak. Wzór bardzo mi się podoba. Jak tylko odleży w szafie określony czas i nabierze mocy urzędowej, poły zostaną odprute, wzór dokończony i powstanie z nich piękny szal :) A z pleców dywanik. Niestety nie mam wystarczająco tej włóczki by zrobić gładkie poły.

 Na zdjęciu po wyżej świetnie widać ile za szeroki wyszedł przód. Mogłabym w sumie spruć kilka rzędów i uratować kamizelkę, ale straciłam już do niej serce.  Wolę poły przerobić na szal.

Na upartego można, by ją nosić z takim wywiniętym "kołnierzem".  Uznałam jednak, że mnie pogrubia - z pewnością to wina włóczki, a nie jedzonych czasami w hurtowych ilościach ciastkach i chipsach :)

Podsumowując, pierwsza w życiu kamizelka się nie udała. Na razie szydełko idzie w kąt. Mniej więcej wiem już jak trzeba łączyć elementy by choć trochę przypominały ubranie. Może jeszcze kiedyś wrócę do tego wzoru, ale już z odpowiednią nitką.

Na  pocieszenie złapałam wczoraj licznik w Robótkowo niecodziennie  :)

Dziękuję za wszystkie miłe słowa pozostawione pod serwetkami - miód na moje serce :)

22 kwietnia 2012

Niebieskie serwetki

Dla odmiany powstały dwie spore serwetki w odcieniach niebieskiego. Większa o średnicy ok 60 cm, mniejsza- ok 50cm. Szydełko 0,7mm. Nitka do szycia na maszynie, jest to stara szpulka którą dostałam od mamy, do maszyny się nie nadawała ze względu na kiepską jakość ( nierówna grubość nici, miejscowe zgrubienia powodowały urywanie nitki przez maszynę) do szydełka okazała się w sam raz :)

Mniejsza jest zrobiona z dwóch nitek, niebieskiej i białej. okazało się, że niebieska barwi więc w efekcie końcowym powstały dwa odcienie niebieskiego. Myślę, że wygląda nawet lepiej niż początkowo z białym, jest mniej pstra a niebieskości ładnie się przenikają.

W trakcie suszenia. Upięta na styropianie, pogoda była piękna. Krochmal sechł w oczach, po godzinie obie były już suche.
 

 Na stoliku


I jeszcze kilka ujęć razem :) Tu trochę lepiej widać kolory, zwłaszcza na zdjęciu z flakonem i filiżanką. Dopiero teraz  zauważyłam, że górne zdjęcia wyszły w mało naturalnych kolorach
.

A na koniec pytanie. Czy ktoś wie jak zapisać ustawienia, by ciągle był stary interfejs bloggera? bo na razie po każdym logowaniu muszę zmieniać.

20 kwietnia 2012

Pękata kosmetyczka

Jaka kosmetyczka jest każdy widzi :) dziś bez zbędnych opisów, pokazuję co udało mi się uszyć.

16 kwietnia 2012

Kot. Kocyk. Bieżnik w róże. Czyli zaległości szydełkowe

Bez zbędnego gadania pokazuję co udało mi się zrobić jeszcze przed świętami, gdy byłam odcięta od świata.

Takie coś z kotem. Zrobione  z miękkiej cienkiej włóczki. Szydęłko nr 1.2. Wymiary ok 50x50cm. Można złożyć w trójkąt i otulić szyję. Może leżeć na stoliku.




Taki oto bieżnik w róże. Wykonany z szarej miękkiej włóczki, szydełko nr 1. Długość ok metra, może mniej. Nie mierzyłam, ale w sam raz by owinąć wokół szyi ze sporą zakładką (tak już mam, że wszystko co miękkie to próbuję jako szalik używać :), ładnie też wygląda na ławie.





A to już moja chluba i duma! kocyk z kolorowych kwadratów, mój pierwszy w życiu. Jestem nim zachwycona. Do tej pory podobne pstrokacizny tylko oglądałam u Was, bo bałam się łączenia elementów. Jak widać udało się :) Wzór na owe babcine kwadraty znalazłam u Lacrimy
W środek wmontowałam te większe, które pokazywałam wcześniej.. Kolory w rzeczywistości są chyba bardziej żywe, a część tego co wygląda na białe jest lekko różowa.
Na górnym zdjęciu widać, jak pięknie wygląda na fotelu :)
Chwalipięta jestem, ale wciąż nie mogę się nadziwić, że udało mi się taki kocyk zrobić :))

15 kwietnia 2012

Uroczyście ogłaszam!

Ku mojej wielkiej radości w drobiazgowym candy wzięło udział 34 osoby. Część z Was zobaczyłam po raz pierwszy i mam nadzieję nie ostatni :) Większość udało mi się już namierzyć i zachwycić Waszą twórczością.

Pozwolę sobie w tym miejscu na odrobinę reklamy. Bardzo spodobał mi się ten blog , zajrzyjcie i przekonajcie się dlaczego:)  Uchylę rąbka tajemnicy, że jest o papierowej wiklinie, można nie tylko się pogapić ale skorzystać z instrukcji wykonania i wziąć udział w candy :)

Zapraszam też do Ani  można wygrać poduchę z pieskiem :)
oraz Moniśki  blog powstał stosunkowo nie dawno a już można coś wygrać i pooglądać biżuteryjne piękności:)
szczęścia można spróbować także w zabawach do których banerki umieszczone są w pasku bocznym do czego gorąco zachęcam.

A teraz do rzeczy.
Oto szklana kula wypełniona losami
 Ręka przeznaczenia...
 i szczęśliwy los


Uroczyście ogłaszam, że drobiazgowe candy wygrała Anita z bloga Nitki A nitki 
Gratuluję i poproszę o adres na meila: antos345@o2.pl

Dziękuję wszystkim za udział w zabawie i życzę miłej niedzieli :)

12 kwietnia 2012

Świąteczny stroik

Witajcie!!
Po dwóch tygodniach bez neta wróciłam :))) Nie wiem na jak długo bo zmieniam operatora i nie wiadomo czy ten, który mam na wytestowaniu będzie działał bo sygnał zakłócają drzewa. Zobaczymy. Póki co korzystając, że jestem pokażę świąteczny stroik, pisanki robiłam na wydmuszkach kaczych, robione trochę z obowiązku, więc nie będę się nad nimi specjalnie rozwodzić bo nie ma nad czym.

Za to zwróćcie uwagę na cudnej urody kurkę w zielone paseczki i pięknym ogonem, która uratowała moje święta od strony dekoracyjnej. Kurka przyleciała do mnie od Joanny  z bloga Mix robótkowy. Kto jeszcze tam nie był niech zajrzy koniecznie.
Asiu jeszcze raz bardzo Ci dziękuję!



Jeszcze przed świętami udało mi się zrobić kilka rzeczy na szydełku, ale to pokażę w następnym poście.

Bardzo dziękuję za życzenia świąteczne, za wszystkie odwiedziny i komentarze. Witam nowych obserwatorów. Odwiedzę Was jak tylko czas i łącze pozwoli.
Jest mi niezmiernie miło, że jest już tyle chętnych na moje candy, kto ma jeszcze ochotę dopisać się do listy to zapraszam do wcześniejszego posta, czas jest do soboty. Jak tylko trochę ogarnę zaległości to wybiorę się na Wasze blogi już nie mogę się doczekać tej wędrówki :)

20 marca 2012

Drobiazgowe candy :)

Zapraszam wszystkich chętnych do wzięcia udziału w moim skromnym candy.

Zasady:
1. komentarz wyrażający chęć udziału w zabawie
2.powyższe podlinkowane zdjęcie na swoim blogu,(osoby nie prowadzące blogów robótkowych nie muszą)
3. zapisy do 14 kwietnia, losowanie dzień później (zastrzegam sobie prawo losowania w terminie późniejszym na wypadek zdarzeń losowych typu awaria neta)

Z kwestii organizacyjnych chyba tyle. Możliwe, że coś jeszcze dołożę. Możliwe, że wylosuję więcej niż jedną osobę, ale to zależy od czasu i natchnienia.

Skład zestawu:
  1. sznurkowy koszyczek
  2. kot do powieszenia za ogon, przytulania, poprawiania humoru, wbijania szpilek....
  3. bransoletka z kamyków niezwykłej urody :)
  4. zawieszka, jak ktoś nie ma ochoty na chodzenie z kamieniem u szyi :) to może być do telefonu, kluczy, torby i co tam jeszcze wpadnie Wam do głowy
  5. poduszeczka na igły lub do powieszenia i gapienia się :)
  6. szydełkowe kwiatuszki.I to jest element twórczy.
 
 Tak wyglądają rozłożone. Na zdjęciu wyżej widać jak można je złożyć w grubsze kwiatki, które mogą być np broszką. Są jedynie lekko usztywnione pianką do włosów. Myślę, że chyba w takim stanie je wyślę, by osoba która je dostanie mogła sama ułożyć z nich coś co będzie jej najbardziej odpowiadało. Oczywiście można też wykrochmalić i będą służyły za śnieżynki :)

 Tak prezentuje się bransoletka na moim nadgarstku. Zapinana jest na koralik i pętelkę (niestety nie mam oryginalnych zapięć). Długość można dostosować rozplatając jeden koniec i wiążąc gdzie trzeba.

A to zawieszka z szarym kamieniem.


Mam nadzieję, że znajdą się chętni na przygarnięcie tych kilku drobiazgów.

19 marca 2012

чумачечная весна

Robótkowo utknęłam w martwym punkcie. Natchnienia brak. Świąteczna wena jeszcze nie przyszła. Co zrobię to spruję.
Podzielę się za to z Wami piosenką, która od dłuższego czasu wprawia mnie w dobry nastrój, może którejś z Was też się spodoba :)
http://www.youtube.com/watch?v=vK-VXhNLfsc

13 marca 2012

wiosenna czapa

W końcu udało mi się zrobić coś co wygląda jak czapka :) jest wygodne i ładnie układa się na głowie. Wzór taki jak tego kwadratu co ostatnio pokazywałam i nie wiem co z nim zrobić. Sugerujecie poduszkę, hmmm... pomysł wart zastanowienia tym bardziej, że mam poduszkę odpowiedniej wielkości.
Odbiegłam od tematu. Czapka ma być wiosenna (tak, ja w czapce chodzę dłuuugo, a potem zakładam kapelusz) w zasadzie z gołą głową sporadycznie można mnie spotkać :) ścieg trochę ażurowy, ale biorąc pod uwagę grubość włóczki to takie "wywietrzniki" czynią ją odpowiednią na wczesnowiosenną pogodę.

Nie mniej, jakoś nie mogę się do niej przekonać. Ścieg jako, że kombinowany przeze mnie bez wzoru, jest dość nie równy i mam wrażenie, że te dziury są różnej wielkości. poza tym muszelkowy szlaczek idealnie na siebie nie popada. Nie chcę jej pruć, więc najwyżej zostanie do chodzenia przy domu i na spacery po bezludziu.

Jako model najlepiej sprawdził się klosz z lampy :)


W rzeczywistości nie jest taka spiczasta, tylko na tym kloszu jakoś się dziwnie ułożyła. A tu wzór szalika. jest to drugi wzór, który ostatnio znalazłam i bardzo mi się spodobał.
Szalik jest krótki i wymaga spinania broszką, by się trzymał. Dopóki nie skombinuje broszki zamierzam go sznurować ozdobną tasiemką i wiązać na kokardkę :) ewentualnie zepną agrafką.



Ogólnie czapkę robiło mi się bardzo przyjemnie i zachęcona w miarę znośnym efektem końcowym zamierzam doskonalić się w tej sztuce.


I co o tym wszystkim myślicie?

12 marca 2012

Kwadratowe dylematy

Zrobiłam kwadrat do narzuty jeden. Więcej nici ,póki co,na narzutę się nadających nie mam. Ale wzór bardzo mi się podoba. Tylko strasznie mozolnie się go robi, ale jest spory 40x40 więc dużo ich nie potrzeba no i efekt byłby fajny.

Dwa mniejsze, na zdjęciu widać o ile mniejsze, od dużego są z miękkiej włóczki i mają być kocykiem :) Robią się szybko, wzór łatwy i przyjemny, tylko, że średnio mi się podoba.
I jestem w kropce. Bo nie wiem czy robić z tych małych czy z tych większych.
To będzie moja pierwsza praca z łączonych elementów i trochę się obawiam czy uda mi się połączyć. Podobno nic trudnego, ale jak się nie robiło to jakoś przeraża :) Poza tym nie lubię robić dwa razy tego samego wzoru, a tych kwadratów pewnie ze 20 trzeba! zastanawiam się czy pierwsze zabraknie mi nici czy cierpliwości :)

Znalazłam ostatnio nowe dwa wzory.drugi pokażę wkrótce. Oba muszelkowe. Natychmiast musiałam spróbować. Miał być szalik, ale to był jedyny cieniowany motek jaki miałam i nie wystarczyło. Ciągle mnie dziwi, że te kłębki tak szybko się kończą. Powstał taki oto kwadrat wielkości laptopa. O pięknym falistym wzorze, wiosennych kolorach tylko co z nim zrobić?
***
Dzięki za ciepłe słowa pod moja pelerynką :) moje próżne ego przybrało rozmiary nadmuchanego balona na widok tylu komentarzy :))
Co do poprawności formy słowa gwie(a)ździsty, wasze opinie są podzielone. Zaczerpnęłam rady wujka google, ale i tam różne opinię krążą więc uznaję, że zostanie jak jest :) A swoją drogą to ciekawe, że gwiazda-ale pył już gwiezdny. Z niebem jakoś trudniej zdefiniować, więc każdy mówi jak mu wygodniej. (jak jest tu jakiś polonista to pewnie ręce załamuje).

7 marca 2012

Pelerynka w kolorze gwiaździstego nieba

Zacznę od pytania poprawnie mówi się gwiAździste czy gwiEździste niebo? bo pewna nie jestem, a kijowo by błąd w tytule wisiał :)

A teraz długo zapowiadana pelerynka wzór ten sam co moherowej. Ale ta jest robiona szydełkiem nr 2 i wzór w całości wyszedł. Szydełko do tego wzoru jest jak najbardziej odpowiednie, chociaż z początku byłam pewna że za małe wyjdzie. Może dlatego, że zaczynałam na słupkach, ale już od 10 okrążenia zaczęłam na podwójnych  i pewnie to też sprawiło, że pelerynka wyszła na długość jak powinna. Tak to jest kiedy wzór jest nie wyraźny i trzeba samemu kombinować. Efektem tej kombinacji jest również to, że wyszła straszliwie szeroka taka dwuosobowa w zasadzie :)

Pierwszy rząd ma 66cm, a ostatni 47. ma tak pomiędzy 4-6m! ciężko zmierzyć dokładnie takie półkole faliste w dodatku. Mogę się nią owinąć na przeróżne sposoby, wiązać na kształt sukienek, bluzek itp, po złożeniu na pół jest jak cieplutki sweterek.

 Brzegi nie są połączone, na zdjęciu musiałam tylko założyć bo mi podłogi brakło :)

Tu widać trochę dlaczego włóczka przypomina mi gwiazdy na nocnym niebie. Kolor w rzeczywistości jest granatowy, włóczka jest splotem czarnej nitki z niebieską i ma dodatkowo takie niebieskie kulki co wyglądają jak gwiazdy. Nijak nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciu. Ostatnie 4 rzędy zrobiłam czarną włóczką bo tradycyjnie już mi zabrakło, ale myślę, że takie wykończenie też fajnie wygląda.


Zdjęcia jak zawsze średnio przeciętne, ale coś tam widać i jako takie wyobrażenie całości oddają.

****
Dzięki za odwiedziny i komentarze. Cieszę się, że pojawiają się nowi obserwatorzy. Dostałam kolejne wyróżnienie co też mile moje ego połechtało, ale konsekwentnie nie bawię się w takie rzeczy. Z tego co obserwuję na blogach nie ja jedna więc myślę, że nikt z tego powodu nie czuje się urażony.

5 marca 2012

Świąteczne kotki. Sznurkowe drobiazgi.

Jestem. Po ponad tygodniu bez dostępu do internetu czuję się jakbym wróciła z dalekiego wygnania :) Internet mój radiowy i ma to do siebie, że pojawia się i znika w najmniej oczekiwanym momencie. Korzystając z okazji, że jednak jest, pokazuję część tego co udało mi się w tym czasie zrobić.

Po pierwsze skończyłam pelerynkę, ale czeka jeszcze na zdjęcia poza tym zasługuje na osobny post więc pokażę następnym razem. Dokończyłam haft świąteczny, niestety tematyka jeszcze świąt minionych (albo przyszłych jak kto woli :) 
Kotki zaczęłam jeszcze kiedy za oknem leżał śnieg, są tak urocze że nie mogły dłużej czekać i musiałam je skończyć jak najszybciej. Dokończenie tych zaległości oznacza także, że w końcu mogę zająć się pisankami :)

Na szydełku powstał taki tam koszyczek, dość spory bo coś koło 30x30cm.

Udało mi się też ukręcić trochę czasu na zabawę ze sznurkiem. Efektem jest torba na kłębuszki, na razie stoi wypchana po brzegi, ale docelowa ma być to torba wyjazdowa dlatego nie jest zbyt duża. Latem często jeżdżę na pikniki i wymyśliłam sobie, że od teraz będę zabierać ze sobą szydełko :) tak trochę zakrawa to na obsesję :) 

Z tego samego sznurka wyplotłam także taki nie za duży koszyczek, tak trochę już z myślą o Wielkanocy jakiś stroik może ciekawie w nim wyglądać.


To by było tyle na dziś :) nie mogę się już doczekać, by powędrować po Waszych blogach. Ależ ja tęskniłam za netem!

25 lutego 2012

Z ostatniej chwili

WIOSNA PRZYSZŁA!!!!!!!!!!!
Dwa niezbite dowody dla niedowiarków:
1.moje koty zaczynają się  lenić (linieć?) co oznacza kocie futro jest wszędzie - kto ma kota ten wie co to znaczy :)
2.pierwsze wiosenne kwiatki powystawiały już listki na powierzchnię 

 Zdjęcie robione dziś w moim ogródku, a raczej jego resztkach bo systematycznie powiększam trawnik :) jestem fanką ogródków ale cudzych :)

Wobec powyższych dowodów nie pozostaje nic innego jak fakt nadejścia wiosny przyjąć do wiadomości i zaakceptować !

A ja ciągle tkwię w  zimowym hafcie i włóczkowej pelerynce. Trzymajcie kciuki bym je szybko skończyła bo już mi się marzą szydełkowe pisanki i koszyczki .

Miłego weekendu :)

23 lutego 2012

No to Wam teraz pokażę !

To miał być post monetarno-historyczny. Ale odwiedził mnie listonosz i o historii będzie  na końcu.

Otóż mój wyśniony wymarzony naszyjnik jest mój!
Nawet średniej urody sweterku prezentuje się doskonale :) Jest piękny, jestem zachwycona tym jak został wykonany i jak ładnie się układa. Kolory wybrane przeze mnie więc nawet nie będę dodawać, że są idealnie moje:)
Żeby Was jeszcze bardziej wprawić w stan zachwytu pokażę co do naszyjnika było dołączone

 te cudne niebieskie kwiatuszki to kolczyki, niezwykle wiosenne i radosne. I woreczek pełen koralików cekinów i innych przydasiów, które obecnie są głównym obiektem westchnień moich :)

Wszystko to dostałam od Justyny, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za takie piękne prezenty. Dla tych z Was, które skręca z zazdrości na widok takiego naszyjnika mam dobrą wiadomość Justyna organizuje candy, wystarczy odrobina szczęścia i też możecie taki mieć :)

 
***
A teraz przejdę do głównego tematu, który tu mnie sprowadził w ten deszczowy dzień. Dostałam stare brzydkie lekko nadgryzione zębem czasu pudełko po herbacie. Nie miałam kwadratowego i jakoś tak szkoda było wyrzucić więc oczyściłam, pomalowałam i wygląda tak:

 W środku wyklejone czerwonym zamszem widocznym na zdjęciu niżej, boki mają ten sam wzór tylko są jaśniejsze bo oklejałam na białym tle. Gdzieś wcięło mi to zdjęcie co było to widać.

Prawdziwy skarb ukrywał się jednak w środku pudełka. Były to stare monety z różnych krajów : Anglia, Niemcy, Francja, Dania, Szwecja, Norwegia, jedna nawet  z Australii się zapodziała. Wszystkie to monety obiegowe więc nie posiadają wartości kolekcjonerskiej. Pochodzą głównie z czasów obu wojen światowych, ale także lat wcześniejszych. najstarsze są datowane na 1892 i 1894 r. Zbieranie monet zawsze wydawało mi się nudne, ale kiedy trzyma się w ręku kawałek historii to pogląd ten zupełnie się zmienia. Spędziłam długie godziny szukając informacji, czemu moneta wygląda tak a nie inaczej,czemu jest na niej taki a nie inny król, wyobrażałam sobie do kogo mogła należeć , za co nią płacono itd. Nie jestem jakąś specjalną miłośniczką historii, monety zainteresowały mnie głównie dlatego, że są ładne :) i takie inne niż nasze :)  Niesamowite, że taki powszedni przedmiot może nieść ze sobą tyle emocji. Będąc za granicą  i płacąc waluta danego kraju nie zwraca się na to uwagi, monety zawsze oglądałam tylko po to by sprawdzić nominał :) Najwięcej emocji wywołują pieniążki z roku 1939 kiedy widzę tą datę, od razu mam przed oczami ogrom ludzkiego cierpienia.
Pieniądz zawsze był przy człowieku i był świadkiem różnych scen, ciekawe co widziały te moje?


Znowu się rozpisałam. A tu jeszcze muszę pochwalić się znaleziskiem, którym jestem zachwycona najbardziej. Są to guziki z herbem Danii :)  Pochodzą od mundurów i są po prostu piękne :) Kiedy pierwszy raz zobaczyłam duńskie monety śmiałam się, że to jakaś kolekcja walentynkowa bo mają na sobie serduszko. Ale teraz już wiem, że se serduszka mają także w herbie. Tak czy inaczej guziki podobają mi się bardzo! O czym myślę gdy na nie patrzę napiszę może innym razem bo i tak już długo jest.

 
Na koniec tak szybciutko jeszcze pokazuję metalowe pudełeczko, zdobione w różyczki, w środku jest też oklejone czerwonym zamszem. Jest to moja ulubiona szkatułka mam ją już dłuższy czas i ciągle lubię tak samo :)

Koniec na dziś! 
gratuluję wytrwałości tym co przebrnęli przez całość :)

20 lutego 2012

Moherowa pelerynka

Nareszcie udało się dokończyć. Zaczynałam mając jeden motek niebieskiego moheru, cel był taki by przestał zalegać bezużyteczny. Wystarczyło na kołnierzyk :( udało mi się odnaleźć mały kłębuszek szarego więc dorobiłam kolejne rzędy i od tego momentu zakochałam się w tej pelerynce. Moher jest wspaniały miękki gorący przytulny puchaty...w ogóle och! i ach! :) Myślałam, że będę musiała się zadowolić takim kołnierzykiem tylko do ramion, ale wtedy moja mama odnalazła szaliki i czapki (o dziwo żadnego beretu :) i spruła. Tym sposobem pelerynka została dokończona. Tzn. ma długość odpowiednią dla mnie bo wzoru zostało jeszcze 17 rzędów, ale wtedy to chyba bym do kostek ją miała. Zostało mi jeszcze trochę niebieskiego na kwiatki i dwa małe motki białe- na pewno coś z nich zrobię. Wzór został przewidziany na jakąś cieńszą włóczkę, ja robiłam szydełkiem nr 6. Tu zdradzę, że zaczęłam ten sam wzór inną włóczką szydełkiem nr 2 to wychodzi za małe. czyli ze skrajności w skrajność :)

Pamiętacie modę na moherowe berety i czapki, które musiały być uczesane wręcz zmechacone ? śmiesznie to wyglądało, a wyobraźcie sobie jak tragicznie pruję się taką wyczesaną czapę!Moja pelerynka pozostanie gładka.

Zdjęcia jak zawsze musiałam zrobić sama, jakieś ładniejsze może uda się zrobić przy okazji wiosennego spaceru.
 Tu na łokciu widać dziurę, która zostanie załatana kwiatkiem widocznym zresztą na zdjęciu :) jeszcze 5 muszę takich zrobić - zaplanowałam jeden dziennie bo jakoś męczą mnie te kwiatki.

 Tu w wersji "małej niebieskiej" :) jakby wzór robić na okrągło to powstanie taka zgrabniutka sukieneczka, albo spódnica.
 Tu wyraźniej widać kwiatuszka i niezałataną dziurę. Przy cieńszej włóczce dziury są odpowiednie i nie rzucają się tak w oczy.
A tu trochę widać wzór. W całości pokażę go na tej mniejszej którą mam zamiar dokończyć jeszcze przed wiosną. Tamten na pewno będzie w całości no i mniejszy przez co ładniej wygląda. W tle widać moją ścianę. Gdyby ktoś miał wątpliwości pozostałe 3 są równie kolorowe :) Złośliwi twierdzą, że moje ściany są równie pstre jak to co mam w głowie :) ale co ja poradzę, że po latach eksperymentów i przemalowywania pokoju nawet kilka razy w roku dopiero w takiej pstrokaciźnie odnalazłam spokój ducha i wewnętrzne szczęście. Nie malowane już 4 lata i ciągle mi się podoba :)

***
Dziękuję za wsparcie drutowe. Po obejrzeniu odnalezionych w sieci wzorów, nauk, siedzeniu przez dwa wieczory z drutami i testowaniu co mogłabym gdybym umiała postanowiłam zacząć szalik. Po kilkunastu rzędach sprułam. Palce mi kostniały, cierpliwości brakowało, druty idą w odstawkę do jesieni, kiedy będę miała więcej czasu. Kamizelka marzy mi się nadal, ale chyba zlecę komuś jej wykonanie, bo sama to jeszcze dłuuugo nie podejmę się jej wykonania. Szydełko bardziej mi leży i jakoś chętniej ze mną współpracuje, ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia.

Miałam pokazać jeszcze koci hafcik,ale post wyszedł i tak długi więc innym razem.