Obserwatorzy

25 stycznia 2014

Postępów ciąg dalszy

Powstały dwie różyczki, więc pokazuję :) 

 Mała różyczka. Kiedy patrzymy na nią ze złej perspektywy albo zbyt blisko to wygląda jak mieszanka plam, koraliki w ogóle nie tworzą logicznej całości z muliną.
Wyhaftowałam ją jako pierwszą i przyznam, że się rozczarowałam i miałam ochotę spruć, by wyszyć na nowo muliną. Na szczęście tego nie zrobiłam :)
Na tym zdjęciu w miarę dobrze widać też koraliki.
 A to już ujęcie w sztucznym świetle z odpowiedniej odległości. Mała różyczka prezentuje się całkiem ok :) Zdjęcie trochę w bałaganie, ale to jedyne na którym ten mały kwiatek wyszedł dobrze.

A to już różyczka nr2. Ta od samego początku zapowiadała się dobrze. I wygląda jak kwiatek niezależnie od pory dnia, oświetlenia i punku widzenia. Po prostu lepiej jest opracowany schemat.


I jeszcze zbliżenie. Chciałam Wam pokazać trójwymiarowość, którą tworzą koraliki,a przy okazji jak ładnie się mienią.Mam nadzieję, że chociaż trochę mi się to udało. Cały haft najlepiej prezentuje się w sztucznym świetle, koraliki najładniej się wtedy mienią.W słońcu ten efekt jest nieco inny, co nie znaczy że gorszy :)
 



****
Musze się trochę wytłumaczyć z tym moich zabobonów na koniec :) Jeśli chodzi o parzystość kwiatków, to nie przynosi to żadnego pecha, po prostu mam zakodowane, że parzyście to do nieboszczyka i taki bukiet kojarzy mi się z cmentarzem. Nie jest to nic pechowego, ale wywołuje pewną nostalgię, jednak wolę kiedy obrazki w domu przywołują radość i pozytywne emocje. Ten haft będzie wisiał wśród innych na których są kwiaty więc jakoś to sobie wytłumaczę :))) myślę, że jego urok go wybroni :)

Ogólnie wierzę w to co przynosi szczęście. Absolutnie magicznymi dniami w roku są dla mnie Wigilia i Nowy Rok, są to dwa dni z którymi wiąże się cała masa wierzeń i zabobonów ludowych i wszystkich tych, które mają szczęście przyciągać przestrzegam. Nie wierzę, że pecha mogą przynosić zwierzęta, a już na pewno nie czarny kot! Jak słyszę, że ktoś opowiada, że czarny kot przebiegł mu drogę i będzie źle, to mam ochotę tę osobę kopnąć :) no nie rozumiem jak można podobne herezje głosić. W ogóle zauważyłam, że ciężko mi się dogadać z ludźmi co kotów nie lubią :)
Za to jestem przekonana w pechową moc kwiatów i w moim otoczeniu paprotki nikt nie uśledzi. Podobnie fiołków, anturium, lili, bluszczy wszelakich :) za to uwielbiam chryzantemy, a odkąd się dowiedziałam , że w jakimś kraju są uważane za symbol szczęścia to podobają mi się jeszcze bardziej.
Trzynastka jest dla mnie szczęśliwą liczbą. Pechowe działanie paprotek i stłuczonego lusterka wytestowałam na własnej skórze, więc nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.
Z takich najważniejszych to chyba wszystko, tak co z grubsza i po łebkach trochę zdradziłam swoich sekretów :) może sobie pomyślicie, że trochę zbzikowana jestem, ale uważam że każdy z nas ma jakieś swoje dziwactwa i póki są one nie groźne i nie narzuca ich nikomu to jest w porządku.  Jestem również przekonana, że w życiu jest odrobina magii, jakiś pierwiastek niewytłumaczalny, który ma wpływ na nasze życie, z którym nie można dyskutować.

20 stycznia 2014

Postępy

Do tej pory nie pokazywałam zaczętych prac, ale z uwagi, że obecne wyjątkowo powoli się robią to pokażę. Może dzięki temu bardziej się zmobilizuję do ich skończenia :)


 Różyczki mają już listki, a jedna zaczyna nieśmiało się czerwienić :)

Różyczek jest 6, czyli parzyście, czyli tak jak w wiązankach pogrzebowych :( Zauważyłam to dopiero jak już miałam wszystko gotowe do zaczęcia haftu. Za późno, by rezygnować, ale też wzór bardzo mi się podoba :) myślę, że się przełamie i przymknę oko na niewłaściwą ilość kwiatków. Chociaż pewna nie jestem, kto mnie zna ten wie, że stary zaboboniarz ze mnie i jak sobie coś wkręcę to nie ma zmiłuj :))
Ponieważ widać już efekty koralikowania, to z coraz większą przyjemnością mi się haftuje. Nawet już tak bardzo się nie złoszczę, jak żyłka się plącze, albo koraliki uciekają...
Co więcej, zaczynam nabierać pewności, że to będzie piękny haft. Już teraz sprawia mi przyjemność patrzenie jak koraliki mienią się w słońcu. Wszystko jest na dobrej drodze, tylko ta ilość kwiatków...

W międzyczasie, tak dla odprężenia powstaje chusta. Już wiem, że wyjdzie o połowę mniejsza niż powinna. Nakręciłam się na ogromną chustę, w którą można się owinąć, a ta będzie malutka góra do łokcia i taka tylko na ramiona. Jeszcze się nie zdecydowałam, ale chyba spróbuję powtórzyć motyw, tak by była odpowiednio długa, wzór jest na tyle prosty, że powinno się udać. A jak nie, to chusta pójdzie w świat do kogoś kto lubi chusto-szaliki, i komu nie będzie przeszkadzało, że nie jest z nowej nitki.

****
Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa pod ostatnim postem. Wirtualne wsparcie ma bardzo realne skutki.
Taki pozytywny kop energetyczny :)
I zima przyszła :))

12 stycznia 2014

Coś się dzieje...

To będzie post z serii tych marudnych.
Na początek dowód na to, że nie próżnuję

 ten rozgardiasz, który widać to zaczęty jakoś w listopadzie haft i nie udana próba wzoru wrabianego na szydełku
 Po kolei. Haft ma być z koralikami, te puste miejsca mają wypełnić koraliki. O ile haftowanie nitką poszło sprawnie i w miarę szybko, to koraliki idą jak koń pod górę. Nie wiem co mnie podkusiło, by się w to bawić. Zaczęłam, skończę, ale w takim tempie to mi to zajmie miesiące! Na razie udało się wykoralikować jeden listek i kawałek drugiego :) czy mi się ten efekt podoba ? mam mieszane uczucia od zachwytu po wstręt. Raz mi przypomina rybią łuskę, a raz cudnie mieniące się kropelki rosy :) może jak skończę to się zdecyduję czy było warto :)

Żeby całkowicie nie oszaleć od tego koralikowania, wzięłam się za szydełko. Terapia zbawienna,od razu radośniej na świat patrzę :)  W planie jest chusta, wszystko co do niej potrzebne też już mam, pozostaje tylko zacząć. Wczoraj uparcie dłubałam wzory wrabiane, ale nie byle jakie, uparłam się, że to mają być wzory norweskie! Dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że na szydełku nie da się ich zrobić, ja przynajmniej na dzień dzisiejszy tego nie potrafię :(

Ta rozwleczona gwiazdka, widoczna na zdjęciu to właśnie efekt tych prób. Dodam, że efekt najbardziej udany. Podejrzewam, że wzór wyszedłby ściegiem siatkowym, ale wtedy wielkość zwiększa się prawie trzy razy więc mija się to z celem. Podejrzewam, że gdyby pokombinować to dałoby się te wzory jakoś rozliczyć na szydełko, ale to nie na moją głowę.

Ogólnie wzór wrabiany szydełkiem robi się bardzo przyjemnie, trzeba tylko wybrać taki, który się do tego  nadaje :) by nie tracił kształtu. Marzy mi się gruby szal w warkocze na białym tle i jest to marzenie na tyle realne, że jak tylko zdejmę chustę z szydełka (tą jeszcze nie zaczętą :) to go zrobię!

****
Rok 2013 był dla mnie całkiem dobrym rokiem. Wydarzenia pozytywne przyćmiły wspomnienie tych złych. Rok obecny miłościwie nam panujący 2014, zapowiada się gorzej. Ostatnie tygodnie przyniosły same rozczarowania, które skutecznie pozbawiły mnie nadziei, że będzie to rok tak dobry jak tego oczekiwałam. Zawiedzione nadzieje bolą najbardziej. Pewnie znacie to uczucie, kiedy macie coś na wyciągniecie ręki, pewne że jest wasze i nagle to znika. ot tak zwyczajnie, nie ma i długo nie będzie.
 W nowy rok zawsze wchodziłam pełna optymizmu, tym razem jest inaczej.
Mimo wszystko staram się być dobrej myśli. Przede mną prawie 12mcy niepewnego jutra, które może przynieść dosłownie wszystko. Pozostaje mieć nadzieję, że wydarzeń pozytywnych będzie więcej niż tych złych.

A skoro już tak wylewam żale to na pogodę też się poskarżę. Śniegu nie ma! Na święta też nie było. Dla mnie święta bez śniegu są nie pełne, jak tort bez wisienki :) Dziś rana spadło kilka płatków, ale szybko zmieniły się w deszcz. W ogródku wyrósł hiacynt, koty zaczynają już amory, stokrotki kwitną w najlepsze. Psychicznie nastawiłam się na wiosnę, nawet wmówiłam sobie, że brak zimy to nic takiego. Ale jak dziś zobaczyłam te białe płatki to radość jak u dziecka :) jednak lubię zimę, taką śnieżną, białą, piękną. Nawet na wiosnę, na przekór temu że z wiosennego śniegu więcej szkody niż pożytku. By była jasność, lubię zimę lekką, tą dekoracyjną :) z lekkim mrozem i śniegiem takim, który można opanować. Zaspy po pas i 30st mrozu w tych kategoriach się już nie mieszczą :)

23 grudnia 2013

Bombka z szopką

Korzystając z okazji, że udało mi się znaleźć wolną chwilę pochwalę się bombką ze sznurka, jestem z niej bardzo dumna :)
Ale zanim przejdę do konkretów chciałabym złożyć wszystkim, którzy tu zaglądają najserdeczniejsze życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Niech ten czas będzie magiczny i wyjątkowy. Pełen rodzinnego ciepła, miłości, radości i szczęścia. Niech radość wypełnia Wasze domy, niech się  spełniają marzenia, prezenty cieszą, potrawy smakują, niech marudne na co dzień ciotki/teściowe/mężowie* przemówią ludzkim głosem :) Cieszmy się i radujmy w tym czasie cudów!

*niepotrzebne skreślić

A teraz czas na fotki :)
 Śnieżna skarpa wykonana z papieru. pokryta masą strukturalną mojej produkcji. Obok przysiadł aniołek z zimnej porcelany. Buzia mu się śmieje bo TEN CO ZWIASTOWAŁ :)

 Kołyska z huby, strukturą przypomina mi rzeźbione drewno. Figurki wykonane z modeliny. Szopka z wykałaczek
A w tle dwie choinki , muśnięte brokatem z serduszkami z zimnej porcelany

18 grudnia 2013

Domki z piernika

Moje pierwsze w życiu!  Wykonane z piernika staropolskiego. Do ozdoby migdały, dwa rodzaje lukru, polewa czekoladowa. Jak na budowlańca bez doświadczenia chyba poradziłam sobie całkiem nieźle :)
chociaż początkowo zapowiadało się na katastrofę budowlaną, to opanowałam sytuację i domki stoją.  Lukier związał, chałupa ani drgnie :)
Zapakowane w szczelne foliowe torebki nabierają mocy urzędowej, zgodnie z recepturą piernik powinien zmięknąć i akurat w święta rozpływać się w ustach.

Zdjęć będzie sporo.
Domek nr 1


Robiłam go jako drugi i trochę lukru mi zabrakło, by ładnie powykańczać, ale nie miałam już siły dorabiać.

Domek nr2
ten jest wyższy i inaczej składany. Podstawę ma przełożoną powidłami śliwkowymi.




Oba domki są w środku puste. Ponieważ nie ma tu mas ani powideł, więc piernik musi obronić się swoim smakiem. Mam nadzieję, że lukier i polewa nie pozwolą mu wyschnąć i nikt zębów nie połamie :)

Domki robi się bardzo przyjemnie, jeśli któraś z Was jeszcze się waha czy domek robić to zachęcam :)



15 grudnia 2013

Ozdoby choinkowe cz. 2


 Choineczka z szyszki z serduszkiem z zimnej porcelany. Ostatnio serduszka są moim ulubionym motywem :)

 Dzwonek ze sznurka z dodatkiem szyszek i dyndadełkiem z serduszkiem

 Złota kula z reniferem

 Takie tam aniołki. Powstały z resztek firanki i filcowymi skrzydełkami. Lekkie, zwiewne i chyba mało przypominające aniołki :)

 I na koniec dwa "nieudaczniki " ale mają w sobie coś mnie bawi i póki co nie mam serca ich wyrzucić :)

11 grudnia 2013

Ozdoby na choinkę

 Z koralikami,




 Serduszko z kotkiem moje ulubione :)



 z dodatkiem sznurka

 Druga strona





W międzyczasie powstała też puszka na pierniki.

***
Wiecie, że za dwa tygodnie święta! Też macie wrażenie, że im bliżej końca roku tym czas płynie szybciej? ostatnie tygodnie śmignęły nie wiadomo kiedy.

5 grudnia 2013

Bombka z domkiem z opisem wykonania

W końcu mam i ja :)
Bombek z domkami naoglądałam się na wielu blogach, plastikową kulę kupiłam chyba jeszcze w tamtym roku. Ale dopiero w tym tygodniu udało mi się zgromadzić wszystkie niezbędne dodatki i połączyć je w całość  :)

Zaczęłam od zrobienia podstawy, wszyscy używają styropianowej kuli, ale mi szkoda było jej ciąć. Podstawę uformowałam z ręcznika papierowego. Luźno go zwinęłam, płaską cześć posmarowałam wikolem, by była sztywna i już :)  Ten fragment co przylega do plastiku, można zostawić nie malowany, kula i tak go przytrzyma, ale u mnie został oklejony materiałem i zmoczony farbą z klejem (wyszło sztywne), musiałam tak zrobić, bo się uparłam, by kula lekko połyskiwała srebrem, ale nadal była przezroczysta. Efekt nie warty zachodu, następnym razem po prostu zamaluję kulę białą emalią, by nie było widać ręcznika i myślę, że będzie to wyglądać równie dobrze.

Całość przypomina mi chatkę czarownicy. Takiej co to skupiona na rzucaniu złych uroków  nie dba specjalnie o obejście :)


Pastę strukturalną zastąpiłam mieszaniną kleju, farby i kaszy jaglanej :) używając drobniejszych ziarenek mamy efekt śniegu, w moim wypadku podwórko wyszło lekko żwirowate, ale taki efekt chciałam osiągnąć. Większe kule, jakby utoczone ze śniegu, to zimna porcelana (zostało mi od jakiegoś wcześniejszego projektu)
Tak wygląda domek z tyłu.
Drzewka tu słabo widoczne, to gałązki-większe nie mieściły się w kuli. Sam domek wykonany jest z kory. Znalazłam na spacerze w lesie :) Kora jest wdzięcznym materiałem do robienia, jest cienka, lekka, można ciąć nożyczkami, dobrze się formuje, a jednocześnie jest stosunkowo sztywna. Przede wszystkim ma naturalny wygląd, nie równą powierzchnię. Chciałam, by domek wyglądał jak stara chata z desek, ukryta wśród lasu, porośnięta mchem. Kora ten efekt zapewniła.
Widok na gospodarstwo z boku. Dach domku to kora i malutkie chuby, wszystko wcześniej zostało wysuszone.Komin to dwie kulki z zimnej porcelany.

Studnia powstała przez oklejenie korą jakiegoś przezroczystego korka już nie wiem od czego :) Kilka patyczków, sznurek, koralik. Studnia przyklejona klejem z brokatem, w środku miała być woda z niebieskiej waty, ale to złoto wylewające się z niej jakoś bardziej mi się spodobało.

Ścieżka to prawdziwe kamyczki, lekkie i drobne. Wybrałam takie, które ładnie błyszczą same w sobie, dodatkowo pociągnęłam je odrobina farby i brokatu.



Obok domku nie mogło zabraknąć choinki. Na tym zdjęciu widać chyba najlepiej pastę śniegową mojej produkcji :)

A to już całość zamknięta w kuli.Przepasana srebrną wstążeczką.
 Kula ma średnicę 14cm, więc całkiem spora.

Jedynym elementem, jaki kupiłam była plastikowa kula (następnym razem zastąpię ją kulą zrobioną ze sznurka). Cała reszta została znaleziona na spacerze :) Zrobienie domku i studni zajęło ok 2godz. Do tego czas na ustawienie wszystkiego razem, malowanie, schnięcie itd. Bombka raczej nie należy do szybkich w wykonaniu.  I muszę przyznać, że trochę ciężka wyszła, raczej na żywe drzewko z solidnymi gałązkami.
Oczywiście, można kupić makietę domku, podstawę zrobić ze styropianu itd. ale mi się jakoś tak wymarzyło samodzielne zrobienie chatki, czasami tak mam, że lubię wywarzać otwarte drzwi :)


Efekt oceńcie sami.




30 listopada 2013

Stolik.

Za oknem ciemno, szaro, buro i ponuro. I tak przez cały dzień, od kilku dni. I końca tej szarówki nie widać. Nie widać odcieni farb, nitek co skutecznie uniemożliwia haftowanie i malowanie.  W takich warunkach przyszło mi malować stolik. Piękny sosnowy, prościutko od stolarza, wymarzony i długo wyczekiwany :) Rozumiecie, że nie mogłam z malowaniem czekać na jaśniejsze dni :)

Zanim zacznę Was zanudzać moimi stolikowymi perypetiami pokażę prostą gwiazdkę. Styropianowy kształt (kupiłam całe opakowanie w sklepie po 5zł, więc pewnego dnia pokażę resztę) odrobina brokatu, kawałek taśmy dwustronnej i gotowe :) Śnieżynka zdobi drzwiczki szafki. Następne będą brokacone po obu stronach i będą wiszące. Podobają mi się te śnieżynki, takie proste, nie wymyślne...



No dobra, przerywnik był to wracam do stolika :)
W domu mam sporo stolików, stołeczków, które są pozostawione w naturalnym stanie,dlatego chciałam, by ten był inny. Kolorowy, najlepiej w kwiaty, pstry do granic możliwości, taki mój :)
I znalazłam serwetkę zielona-szarą z motywem serwetek i zapragnęłam stolika eleganckiego, w stonowanych kolorach. Zostało postanowione :)
Efekt końcowy wyszedł średni, głównie przez tą pogodę,przy sztucznym świetle kolory wyglądają  inaczej, przy naturalnym było to raczej malowanie po omacku. Miał być odcień zieleni wpadającej w brąz, ale cieniowanie kiedy nie widać odcieni nie jest łatwe :)

Pokażę tylko blat, a i tak zdjęcia marne i mało przypominają oryginał. Nogi stolik ma cztery, zwykłe proste, kwadratowe. Kanty zewnętrzne są w kolorze brudnej zieleni, pociągnięte dla ocieplenia karmelem. Wewnętrzne strony nóg są turkusowe i pistacjowe. Musicie sobie to wyobrazić, na fotkach wszystko miało niemal jednakowy kolor i nie było sensu ich wrzucać.

Na początku blat wyglądał tak
wbrew temu co widać, był zielony, a miał być taki zielono-brązowy. Niestety wyszedł zielony. Przypominał mi szkolną ławkę. Patrzeć się na niego nie mogłam. Byłam zła, sama na siebie, że mnie podkusiło, by w ogóle ten stół malować. Przespałam się z problemem i ostatecznie wyszło tak:


ten pas na środku jest karmelowy. Kratka po jednej stronie jest niedokończona i tak już zostanie, bo tak mi się podoba :)
Jak pewnego dnia, pogoda będzie lepsza to wstawię ładniejsze zdjęcia, które będą oddawały rzeczywiste kolory. Ponieważ znam siebie i wiem, że nawet jak pogoda się poprawi to nie zechce mi się tego stołu uprzątać na potrzeby zdjęcia, więc wstawiam tego posta już dziś  z fotkami jakie są :)

Stolik ma wymiary 65x60x65 cm. Jest mały, ale skrojony idealnie na potrzeby wnętrza. Stolik jest już użytkowany i już blatu nie widać :) rozłożyłam się z haftem, który pokażę jak już skończę, przy pomyślnych wiatrach może jeszcze w tym roku uda się postawić ostatni krzyżyk.

Dziwnie mi jakoś korzystać ze stolika, na którym nie leży obrus. Nie mogę się przyzwyczaić, a nawet trochę mnie to drażni. Coś mi mówi, że szybciej niż myślę uszyję na niego jakąś matę :)






24 listopada 2013

Bombki



Jest dopiero listopad, a ja mam już 3 bombki, dwa zaczęte anioły, i tysiąc pomysłów na inne drobiazgi. A w tym roku miałam ozdób nie robić.....

15 listopada 2013

Anioł

Inspiracją do jego powstania był kurs wszystkim znanej Ani :)

Oto co mi wyszło :)
 
 Zdjęcia nawet w połowie nie oddaje blasku sukni. Kieca "ocieka" srebrem i złotem :)


 najpiękniej wygląda w słońcu kiedy każda brokatowa drobinka lśni.

 Przód sukni jest cieniowany złotem, srebrem, odrobiną  fioletu i bieli.  Obowiązkowo srebrny brokat. Tył utrzymany w tonacji srebrno białej. Musicie sobie to wyobrazić bo fotograf ze mnie marny.

Skrzydła ... no właśnie z czego powstały skrzydła? na pewno nie są papierowe :) jak ktoś zgadnie to może pomyślę o jakimś świątecznym drobiazgu w nagrodę :))

Produkcja takiego aniołka jest dosyć prosta i przyjemna. Zachęcam do spróbowania. Nie będę ukrywać, że kłopotów dostarczyło mi samo malowanie, oj długo nie mogłam uzyskać pożądanego efektu. Mój aniołek ma wyskość 20 cm. powstał na butelce po wodzie mineralnej, tak było najłatwiej bo nie trzeba kształtować spódnicy :)
Najdłużej nie mogłam zrozumieć sensu malowania koronki, do tej pory nie jestem przekona czy to był konieczny zabieg i następnym razem chyba zostawię ją tylko przyklejoną i obsypaną brokatem. Bo następny anioł powstanie z pewnością! Święta to czas kiedy można sobie pozwolić na produkcję typowo ozdobnych drobiazgów, na co dzień przeważa u mnie praktycyzm. 
Tak mi się marzy taki aniołek na czubek choinki..... albo figurki do szopki..... hm... czas pokaże co się uda ulepić :)

A tak zaczynałam
Dobrze widzicie, są tu dwie figurki. Miały być dwa aniołki. Wahałam się czy nie zrobić postaci matki obejmującej dziecko, ale ostatecznie uznałam, że będą dwa aniołki. Mniejszy miał wisieć na choince. Niestety efekt końcowy zadowolił mnie tylko na większym i maluch wylądował w koszu. O właśnie sobie przypomniałam, że jeszcze muszę coś w ręce mojemu aniołowi włożyć :)  Twarzy nie ma  i miał nie będzie. Próbowałam namalować, ale czym prędzej zamalowałam. Lepiej niech nie ma żadnej niż to co mi wyszło :)

A na koniec pokażę coś co wpadło w moje ręce
Taki oto piękny sweterek. Nie dość, że na drutach to jeszcze ma wyhaftowane te kwiatki. Jak tylko zobaczyłam od razu wiedziałam, że to coś dla mnie. I teraz mam dwa takie piękne przody z dość sporego swetra  i brak pomysłu co z nich zrobić. Może coś poradzicie ?
Tylko nie poduszka :)




9 listopada 2013

Kocyk

Dawno mnie tu nie było, ale bardzo się cieszę, że mimo to wciąż do mnie zaglądacie :) Serdecznie witam nowych obserwatorów!

A o to jedna z przyczyn zaniedbania blogowego świata przeze mnie.
Kolorowy kocyk 165x160cm, szydełko nr 5, włóczka to jakiś akryl, ciepły, miękki i praktyczny bo nadaje się do prania w pralce, co w przypadku koca intensywnie używanego jest dosyć ważne.

Wielkość podyktowana ilością włóczki, ale wyszedł taki w sam raz, by się owinąć i posiedzieć z kotem, kubkiem teraflu i gorączką..., a w wersji dla opornych na jesienne przeziębienia wystarczy dobra kawa i książka :) Niestety obecnie u mnie zastosowanie ma pierwsza wersja.




Na ostatnim zdjęciu złożony na cztery. Nie mam na czym go rozłożyć, by zrobić zdjęcie w całości. Wzorek jest na tyle prosty, że na fragmencie też dobrze go widać.

Udanego weekendu wszystkim zaglądającym :)