Obserwatorzy

24 listopada 2013

Bombki



Jest dopiero listopad, a ja mam już 3 bombki, dwa zaczęte anioły, i tysiąc pomysłów na inne drobiazgi. A w tym roku miałam ozdób nie robić.....

15 listopada 2013

Anioł

Inspiracją do jego powstania był kurs wszystkim znanej Ani :)

Oto co mi wyszło :)
 
 Zdjęcia nawet w połowie nie oddaje blasku sukni. Kieca "ocieka" srebrem i złotem :)


 najpiękniej wygląda w słońcu kiedy każda brokatowa drobinka lśni.

 Przód sukni jest cieniowany złotem, srebrem, odrobiną  fioletu i bieli.  Obowiązkowo srebrny brokat. Tył utrzymany w tonacji srebrno białej. Musicie sobie to wyobrazić bo fotograf ze mnie marny.

Skrzydła ... no właśnie z czego powstały skrzydła? na pewno nie są papierowe :) jak ktoś zgadnie to może pomyślę o jakimś świątecznym drobiazgu w nagrodę :))

Produkcja takiego aniołka jest dosyć prosta i przyjemna. Zachęcam do spróbowania. Nie będę ukrywać, że kłopotów dostarczyło mi samo malowanie, oj długo nie mogłam uzyskać pożądanego efektu. Mój aniołek ma wyskość 20 cm. powstał na butelce po wodzie mineralnej, tak było najłatwiej bo nie trzeba kształtować spódnicy :)
Najdłużej nie mogłam zrozumieć sensu malowania koronki, do tej pory nie jestem przekona czy to był konieczny zabieg i następnym razem chyba zostawię ją tylko przyklejoną i obsypaną brokatem. Bo następny anioł powstanie z pewnością! Święta to czas kiedy można sobie pozwolić na produkcję typowo ozdobnych drobiazgów, na co dzień przeważa u mnie praktycyzm. 
Tak mi się marzy taki aniołek na czubek choinki..... albo figurki do szopki..... hm... czas pokaże co się uda ulepić :)

A tak zaczynałam
Dobrze widzicie, są tu dwie figurki. Miały być dwa aniołki. Wahałam się czy nie zrobić postaci matki obejmującej dziecko, ale ostatecznie uznałam, że będą dwa aniołki. Mniejszy miał wisieć na choince. Niestety efekt końcowy zadowolił mnie tylko na większym i maluch wylądował w koszu. O właśnie sobie przypomniałam, że jeszcze muszę coś w ręce mojemu aniołowi włożyć :)  Twarzy nie ma  i miał nie będzie. Próbowałam namalować, ale czym prędzej zamalowałam. Lepiej niech nie ma żadnej niż to co mi wyszło :)

A na koniec pokażę coś co wpadło w moje ręce
Taki oto piękny sweterek. Nie dość, że na drutach to jeszcze ma wyhaftowane te kwiatki. Jak tylko zobaczyłam od razu wiedziałam, że to coś dla mnie. I teraz mam dwa takie piękne przody z dość sporego swetra  i brak pomysłu co z nich zrobić. Może coś poradzicie ?
Tylko nie poduszka :)




9 listopada 2013

Kocyk

Dawno mnie tu nie było, ale bardzo się cieszę, że mimo to wciąż do mnie zaglądacie :) Serdecznie witam nowych obserwatorów!

A o to jedna z przyczyn zaniedbania blogowego świata przeze mnie.
Kolorowy kocyk 165x160cm, szydełko nr 5, włóczka to jakiś akryl, ciepły, miękki i praktyczny bo nadaje się do prania w pralce, co w przypadku koca intensywnie używanego jest dosyć ważne.

Wielkość podyktowana ilością włóczki, ale wyszedł taki w sam raz, by się owinąć i posiedzieć z kotem, kubkiem teraflu i gorączką..., a w wersji dla opornych na jesienne przeziębienia wystarczy dobra kawa i książka :) Niestety obecnie u mnie zastosowanie ma pierwsza wersja.




Na ostatnim zdjęciu złożony na cztery. Nie mam na czym go rozłożyć, by zrobić zdjęcie w całości. Wzorek jest na tyle prosty, że na fragmencie też dobrze go widać.

Udanego weekendu wszystkim zaglądającym :) 




29 września 2013

Duży kosz. Taca nr 2

Już nie pamiętam kiedy zaczęłam go wyplatać, ale z pewnością jakoś w wakacje, a może wcześniej? W każdym bądź razie w końcu powstał :) Ma swoje wady, ale już wiem jak je wyeliminować więc następnym razem jak mnie podkusi, by pleść coś tak dużego, to powinno wyjść lepiej.
Z początku myślałam, że jest to najbrzydsza rzecz jaka wyszła z moich rąk. Ale potem go pomalowałam i... zaczął mi się podobać :)  Nadal jest krzywy, ale kolor sprawił, że mimo to jest piękny:) Bejca w kolorze hebanu rozjaśniona białą emalią dała cudny dżinsowy kolor. W życiu bym nie pomyślała, że haban może mieć coś wspólnego z niebieskim :)

Kosz ma służyć do przechowywania tkanin, których ostatnio mi przybywa.
Wymiary 64x40x37cm.

 Z rozpędu powstała też koszyk/taca na owoce. W tle widać duży kosz, tu kolor wyszedł niemal identyczny  z realnym. W rzeczywistości ten niebieski jest jeszcze bardziej intensywny.


Mniejszy koszyk malowany bejcą w kolorze calvadosu, Chyba jest to moja ulubiona bejca, daje ładny ciepły kolor, bardzo naturalny.
Chwilowo nie mogę patrzeć na rurki. Tęsknie za szydełkiem i igłą. Do wykończenia mam jeszcze pewien wiklinowy drobiazg i prawdopodobnie zacznę szydełkowy pled :)

***
Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim postem. Fajnie wiedzieć, że są jeszcze ludzie którzy też nie mówią po angielsku - pocieszające, że nie jestem taka ostatnia :) i bardzo motywujące, że są tacy co lubią ten język i się nim posługują- dowód, że można się go jednak nauczyć :)

Dzięki za przypomnienie, że istnieje you tube, nie przyszło mi do głowy by tam szukać. Za Waszą radą, ostro wkuwam słówka, odkurzyłam mój stary program do nauki. Obejrzałam wszystkie odcinki Lippy&Missy - dobiło mnie, że bajka dla przedszkolaków momentami jest dla mnie trudna. Zaczęłam oglądać Extr@, ale odcinki są jakoś bez ładu i składu powrzucane,trochę mnie to zniechęca. Szukam jakiegoś serialu z napisami, żeby jeszcze dało się go online oglądać. Na razie złośliwie trafiam na wszystko z lektorem.
A żeby było śmieszniej to znalazłam stronę z ruskimi serialami no i mnie wciągnęło... Wmawiam sobie, że muszę się przy czymś zrelaksować :)

Nie wiem jeszcze jak, ale muszę się zmusić, by polubić angielski. Bo na przyjemności czas łatwiej znaleźć :)

A na koniec Wasze zdrowie!
Kieliszek cytrynówki dobrze robi na wszystko :)
Kieliszek z Krosna, pamiątka z urlopu. Naleweczka domowa :)


19 września 2013

Taca z papierowej wikliny


 Witajcie w ten piękny jesienny poranek :) Za oknem trochę ponuro,  orzechy spadają z drzewa, krety ryją jak szalone, słońce uparcie chowa się za chmurami. Spośród trosk dnia codziennego wyłoniła się taka oto tacka w ciepłych jesiennych kolorach.


Dno składa się z dwóch tekturek, dodatkowo wyklejone jest rurkami. Wymiary 45x30 cm. Cokolwiek pokazują Wasze monitory, dno jest bardzo jasno karmelowe :) Taca ma swoje niedoskonałości, ale już wiem jak je wyeliminować, następna będzie ładniejsza :)

***
Mam do Was wielką prośbę, potrzebuję wsparcia, motywacji, zachęty... po prostu trzymajcie kciuki, by nie realne stało się możliwe.
Postanowiłam, a raczej zostałam zmuszona do nauki angielskiego. Jest to język, którego nie lubię, mimo wielu prób, lat nauki w szkole, kursów językowych nigdy nie udało mi się poprawnie sklecić poprawnie zdania! szczęka mnie boli po wypowiedzeniu paru słów, gramatyka jest nie logiczna, słówka wkuwam ze łzami w oczach. Jednym słowem masakra. Ciągle mam nadzieję, że nie będę musiała nigdy go używać, a jednocześnie wiem, że to tylko pobożne życzenie. Tak czy inaczej muszę się przełamać i nauczyć choćby podstaw.  Nie mam już pomysłów jak to zrobić, od czego zacząć. A przede wszystkim jak przełamać wstręt do języka, który jest dla mnie niezrozumiałym bełkotem. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że muszę nauczyć się go sama. Jeśli macie jakieś sposoby na naukę, to proszę piszcie. Każda rada i wskazówka będzie dla mnie cenna.




15 września 2013

Ślubny rożek

Za mną jeden z piękniejszych ślubów w jakich miałam okazję uczestniczyć. Stanęłam też przed nie lada wyzwaniem, jak opakować pieniądze i kupony totka. Jakoś nie miałam ochoty iść z kopertą. Młodzi nie chcieli kwiatów, więc wmontowanie w bukiet odpadało.
Wymyśliłam więc rożek :) bo jednak na ślub bez bukietu trochę głupio, to chociaż niech będzie "papierowy" :)

Zaczęłam od ulepienia serduszka z zimnej porcelany

potem uplotłam rożki
robiłam je pierwszy raz. korzystałam z kurs znalezionego na tym blogu

Robią się szybko, ale trochę niewdzięczna to robota. Nie bardzo umiem wyjaśnić, czemu nie lubię ich robić, po prostu nie lubię! Zdecydowanie wolę pleść koszyki. Niestety rożki wyglądają ładnie i mają mnóstwo zastosowań więc będę zmuszona jeszcze nie jeden taki zrobić. Może jak nabiorę wprawy to polubię :)

W efekcie końcowym powstał taki oto rożek, który został wręczony młodej parze


Został oczywiście zawinięty w folię, coby zawartość bezpieczniejsza była :)
I jak się Wam podoba taki zamiennik klasycznej koperty ?

Z resztek zimnej porcelany powstało jeszcze to


 ***
Dziękuję za wszystkie odwiedziny, komentarze, witam nowych obserwatorów. Miło mi, że ze mną jesteście :)
Miłej niedzieli Wam życzę :)

2 września 2013

Spełnione marzenia

Za mną jeden z piękniejszych tygodni w życiu - upragnione wakacje :) Najpiękniejszym dniem, długo wyczekiwanym był wtorek, wtedy spełniło się jedno z większych moich marzeń- byłam we Lwowie!! :)))

Z różnych powodów, o których tu nie chcę pisać ostatecznie zapadła decyzja, że do Lwowa jadę tylko na jeden dzień i to z biurem podróży. Było super, wyjechaliśmy z Bieszczaderem wczesnym rankiem a już po południu na własne oczy widziałam operę lwowską. Mogłam dotknąć, zobaczyć, usiąść na widowni. Niesamowite wrażenia, i jeszcze większy niedosyt. Jeden dzień na zobaczenie tego miasta to za mało, ale wystarczył bym się zachwyciła Lwowem jeszcze bardziej. Od wtorku mam nowe marzenia- wrócić do Lwowa na dłużej, a przede wszystkim zasiąść na widowni podczas spektaklu.

Oprócz Lwowa zobaczyłam też:
- Solinę,
-wdrapałam się na Tarnicę , Trzy Korony, Sokolicę,
-chłonęłam nie powtarzalny urok Szczawnicy,
-widziałam kamieniołom w Bóbrce,
-park miniatru w Myczkowcach,
- zwiedziłam Czerwony Klasztor na Słowacji
- widziałam prace Beksińskiego  w Sanoku
- zachwyciłam się Przemyślem, a zwłaszcza urzekł mnie dworzec
- z Krosna przywiozłam kieliszki
 - zwiedziłam zamek w Krasiczynie,  niestety spacer po parku uniemożliwił ulewny deszcz.
- byłam w Czorsztynie i Niedzicy

 To był piękny tydzień także dzięki pogodzie- było idealnie, widziałam więcej niż plan zakładał, przywiozłam setki zdjęć, tysiące wspomnień,  po raz pierwszy jadłam kwaśnicę i rydze. Kwaśnica smakowała chociaż zwykle kapustę mijam szerokim łukiem (ale zmówiona po raz drugi w innym miejscu już nie była tak smaczna). Fanką rydzów nie zostanę, jak dla mnie zbyt gorzkawe. Próbowałam pstrąga- smaczny :) , nad Soliną jadłam najsmaczniejsze gofry w życiu. Przywiozłam słoiczek miodu pokrzywowego podobno uodparnia, na pewno jest smaczny.
Był to także ważny tydzień ze względów osobistych, ale o tym może innym razem :)

Oj długo bym mogła opowiadać. Zamiast was zanudzać szczegółowymi relacjami pokażę tylko kilka zdjęć.

To ja na zamku w Czorsztynie, ubrana w chustę, którą pokazywałam tu , pelerynka świetnie się sprawdza na różnych wycieczkach. A jeszcze się pochwalę, że pani przewodnik ze Lwowa pelerynkę pochwaliła :) nie muszę dodawać jak byłam dumna! do tej pory rosnę jak sobie przypomnę jej słowa .


A to już wnętrze opery lwowskiej, do tej pory nie mogę uwierzyć, że widziałam je na własne oczy :)


A to znowu ja, na szlaku wiodącym do wąwozu Homole


 A  na końcu ja w góralskim kapeluszu :)


 Nie zamieszczam zdjęć widoków bo trudno mi wybrać jakieś zdjęcie,  ale pokażę jeszcze coś co mnie zachwyciło - zwierzęta z kwiatów.
Tu akurat wiewiórka, ale były jeszcze słonie, żółwie, paw i masę innych.

Musiałam się podzielić z Wami moim szczęściem :) w końcu nie codzień spełniają się marzenia :))


5 sierpnia 2013

Torba

Nadszedł czas pochwalić się torbą :) Zdjęć będzie mnóstwo. Torba miała wczoraj swoją premierę na jarmarku w Pawłowie i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że spisuje się świetnie, jest pojemna i wygodna. O jarmarku będzie na końcu.

Torba uszyta z resztek tkanin, które zostały mi od patchworków. Wykorzystałam w niej także elementy koszul, które mogłyby się wydawać całkiem bezużyteczne. Szyłam ją kilka dni, po nocach obmyślałam kolejne elementy, aż wreszcie udało się!
 Jest dosyć spora, śmiało można ją zabrać w podróż. Wymiary 40x30x14cm.
Uszyta solidnie, wierzch składa się z trzech warst (materiał ozdobny, ocieplina, materiał podszewkowy, w wąskich bokach i dnie usztywnienia), dodatkowo torba ma piękną podszewkę w róże :)

Oto ona :
Ujęcie z przodu. Kieszenie wstawiłam gotowe, pochodzą z bojówek z których wyrosłam.
Zwróćcie uwagę na łatkę  z kwiatkami pomiędzy kieszeniami, przyszyta tylko po to, by było ładniej :)

 Tył torby.
Zarówno tył jak i przód zszywane są z małych kwadracików. Przepikowane w esy floresy przez trzy warstwy, ocieplinkę dałam cienką. Wszystko po to, by torba była sztywniejsza i bardziej solidna.

Tak wygląda wszycie zamka.

To już widok na dno. Przepikowane w pasy przez warstwę ocieplinki oraz szerokie mankiety od koszul.  Zadaniem mankietów jest usztywnienie. Usztywnione w ten sposób zostały także węższe boki torby. Długo zastanawiałam się, czym zastąpić sztywniki stosowane w kupnych torbach i olśniło mnie gdy spojrzałam na worek z poodcinanymi mankietami i kołnierzami :) Tym sposobem rozwiązał mi się też problem co z nimi zrobić. Są zbyt sztywne by co coś z nich szyć, ale świetnie sprawdziły się jako usztywnienie torby. Dzięki nim trzyma ładny kształt nawet jak jest prawie pusta.
 Jeden z boków. Powstał z kieszeni od koszuli. Oczywiście podszyty mankietami i ociepliną. Kieszenie umiejscowiłam z tego boku, który mam przed sobą jak niosę torbę. Drugi bok ten z tyłu, jest gładki. Z tego samego materiału, ale już bez kieszonek i przepikowany w pionowe pasy.

Wszyłam też takie uchwyty, na które można zaczepić długi pasek, by torbę przerzucić przez ramię. Pasek jest dopiero w planach, bo brakuje mi klamerki. Mam trochę obawy, że umocowałam je na zbyt wąskim pasku materiału i przy pełnym obciążeniu  może nie utrzymać. Mam nadzieję, że te obawy są bezpodstawne. Chociaż prawdę mówiąc, rzadko noszę takie torby na długim pasku.

Pora na środek torby. Jak widać podszewka jasna zielona w róże.  To co widać na zdjęciu poniżej, to mała kieszonka ma wymiary ok 10cm. Zrobiona z metki z jednej z koszul. Metka podobała mi się tak bardzo, że musiałam ją wykorzystać. Gdyby nie logo firmy to przyszyłabym ją gdzieś na wierzchu :) 
  Druga kieszonka, ta jest wpuszczona do środka, bez worka. Ale jest dosyć spora, spokojnie pomieści grzebień, dokumenty itp

 Jeszcze jedno ujęcie torby na tle lasu

Uszy usztywnione są fizeliną. A dodatkowa zaszyte są w nich te listwy od koszuli co trzymają się na nich guziki i dziurki. Wiecie o co chodzi :) Są długie i sztywne, jakby nie patrzeć, składają się z dwóch warstw materiału i w środku jeszcze mają fabryczne usztywnienie. Myślę, że taki zabieg, pozwoli na zachowanie ładnego kształtu przez uszy przez długi czas.

Jeszcze zbliżenie na materiały, z których została uszyta. Są to piękne kwieciste bawełny. 

I już ostatnia fotka, torba na człowieku :)



Torbę zgłaszam na wyzwanie do szuflady.

Wyzwanie - Kolory Lata + Kwiaty


***
Już długi ten post, ale jeszcze tak szybciutko o jarmarku w Pawłowie :) Odbył się wczoraj, póki co jeżdżę tam jako widz i zawsze mi się podoba. Może kiedyś odważę się stanąć z własnym stoiskiem. Wczorajszy jarmark był dla mnie o tyle wyjątkowy, że udało mi się spróbować lepić coś z gliny na kole garncarskim!
Mam mieszane uczucia, co tu dużo mówić w ogóle mi nie szło i pan garncarz ulepił w końcu miseczkę za mnie :) Ale uczucie fajne. Może jakbym siadła tak na spokojnie bez pośpiechu i długiej kolejki chętnych do spróbowania za mną to by mi lepiej to wyszło, a może i nie  :) Miseczkę dostałam suszy się na słońcu.
A to ja przy kole pod czujnym okiem mistrza :)

2 sierpnia 2013

Wielkie porządki

Rozgrzeszyłam się w końcu nad moimi zapasami materiałów. Leżały poupychane po szafach reklamówki z różnymi ścinkami i zajmowały tylko miejsce.
Ścinkom nadałam "rozsądne" kształty, posegregowałam osobno bawełny osobno resztę. I szyłam. Bez ładu i składu aby do kupy :)
Oto efekty:

Mata 170cmx70cm. Przepikowana w paski wzdłuż krótszej ścianki, wypełniona ocieplinką.  Jest tu cały zestaw materiałów, wszystko oprócz bawełny. Skrawki dżinsu, sztruksu, stylony, jakieś ozdobne sukienkowe materiały, te co się naciągają i te sztywne. Jednym słowem jeden wielki bajzel :))
Spód to jakiś kwiecisty stylon czy jak to się tam nazywa, tkanina zakupiona jeszcze przez moją mamę w czasach gdzie kupienie czegokolwiek było cudem.
Mata wbrew moim obawom,  wyszła całkiem przyjemna w dotyku, miło się na niej leży. Co ciekawe nie czuć szwów, a tego się obawiałam najbardziej. Z racji wymiarów powinna się sprawdzić na huśtawce, leżaku,ławce, jak to mówią : jak już jest to do czegoś się przyda :)


Ze skrawków bawełny powstała taka mała mata na stół

Leży na trawie dlatego wygląda jakby była krzywa. Musicie uwierzyć, że nie jest. Wymiary: 36x49cm. Jest to już kolejna podkładka jaką uszyłam i kolejna, która będzie leżała bezużytecznie. Jakoś nie mogę się przekonać, do materiałowych podkładek pod kubki czy talerze. Uważam, je za wielce niepraktyczne. Może kiedyś się przełamię.

A na koniec jeszcze fotka spodów
W szafie zrobiło się od razu luźniej.
Niestety nie na długo, na tym miejscu leżą już nowe materiały. W planie mam jeszcze jeden kocyk, na jego potrzeby zostawiłam trochę bawełnianych ścinków. Na razie muszę odpocząć od maszyny, powstanie jak przyjdzie stosowny czas :)

Część ścinków wykorzystałam na torbę, ale o tym następnym razem :) Jak już torba doczeka się zdjęć.



28 lipca 2013

Mini kocyk

Wreszcie udało mi się coś uszyć :)
Znalazłam sposób na wykonanie prostego wzoru patchworkowego i natychmiast musiałam go wypróbować. Wzór wymaga dużo prasowania, cięcia i materiału, ale szyje się przyjemnie i efekt jest fajny. Ponieważ wzór okazał się bardziej materiałochłonny niż myślałam, więc zamiast zwykłej narzuty wyszedł taki mini kocyk.
Wymiary ok 130x140cm, czyli tak w sam raz, by rzucić na trawę dziecku, albo samemu owinąć się w fotelu w chłodny letni wieczór :)

 Instrukcja szycia,   na tym blogu są też inne wzory :)

A to już efekt w moim wykonaniu, spośród wielu kombinacji zostawiałam taki układ kwadratów.
 To kraciaste to spód. Przy okazji widać sposób pikowania. Przeszyłam po rombach. Niby nic szczególnego, ale przysporzyło mi trochę kłopotów. Efekt końcowy mnie zadowala, chociaż drugi raz zrobiłabym to inaczej.
W środku ocieplinka o grubości ok 1,5cm. Po praniu pewnie trochę jej ubędzie, ale póki co cieszę się wypukłościami które tworzy

Do kompletu, by wykorzystać resztki tkanin uszyłam dwie podkładki takie 40x40cm. Można sobie usiąść na kocyku, a obok postawić np talerz z ciasteczkami i herbatę. 
 Wzór w wiatraczki. Robiłam go po raz pierwszy i w zasadzie fajnie wyszedł. Muszę tylko wgłębić się w tajniki jego szycia, by zobaczyć jak rozprasować środki wiatraka by się grubaśny szew w tym miejscu nie tworzył. Udało mi się uniknąć "garbów", ale jestem pewna, że jest jakiś prostszy trik by to zrobić.


A druga już klasyczna w kwadraciki.
Obie mają wymiar poduszki, całkiem możliwe że pewnego dnia dostaną plecy i wypełnienie :) Ale to dopiero jak uznam, że ozdobny jasiek będzie bardziej przydatny niż mata. 

Nie skromnie powiem, że coraz lepiej wychodzi mi zszywanie różnych elementów, o niebo lepiej niż przy ostatniej narzucie poradziłam sobie też z pikowaniem. Do perfekcji jeszcze daleko, ale trening czyni mistrza :) 

***
Fala upałów dotarła na mój koniec świata. 
Dziękuję za wszystkie odwiedziny, w ten czas nie sprzyjający siedzeniu na necie cieszą szczególnie :)

15 lipca 2013

Pytania dwa

Dziś tylko tak szybciutko i na chwilę się tu pojawiam, bo mam prośbę. Potrzebuję Waszej pomocy, w ważnej dla mnie sprawie robótkowej :)
Pierwsze pytanie do dziewczyn szydełkujących, drugie do szyjących.

1. Przymierzam się do zrobienia szydełkowej firanki. Kompletnie nie wiem jakie nici zamówić, od tygodni przeglądam oferty sklepów i mam coraz większy mętlik w głowie. Jest w czym wybierać: wszelkiej maści kordonki, nici bawełniane, mercyzowane czy jakoś tak :) itd.
Zgłupiałam. Proszę doradźcie jakie nici będą najlepsze na firankę taką ok 150x200cm. Chciałabym by były dobrej jakości, bo ta firanka ma mi służyć długie lata, ale też w przystępnej cenie by mnie na skraj bankructwa nie doprowadziły :) muszą być wydajne i żeby przyjemnie się z nimi pracowało. Jak myślicie ile metrów/gram ich potrzeba?
Dobrze, by też było jakbyście poleciły jakiś sprawdzony sklep internetowy :)

2. Kilka m-cy temu widziałam gdzieś w necie blok patchworkowy log cabin. Był tak fajnie rozrysowany co i jak i co najważniejsze były na nim wymiary poszczególnych elementów. Niestety nie zapisałam tej strony i teraz nie mogę tego odnaleźć. Jeśli któraś z Was wie jakiej wielkości trzeba te paski wyciąć to proszę podzielcie się tą wiedzą.


Z góry dziękuję za pomoc, jestem pewna że ktoś się nade mną zlituje i pomoże w tych twórczo trudnych chwilach.

***
Nie wiele mnie ostatnio i tutaj i u Was. Ale letnie miesiące u mnie to okres wytężonej pracy i zwyczajnie nie mam czasu na neta. A jak już czas się znajdzie to sił starcza tylko na oglądanie. Oby do jesieni :))

ps. U Was też tak ciągle pada? bo u mnie po wręcz upalnym tygodniu zrobiło się mokro i zimno i tak już piąty dzień. Nie lubię upałów, ale jesienna pogoda w lecie też mi nie leży :)

1 lipca 2013

Owalny i kwadratowy

Mniejszy owalny z pokrywką.
Większy kwadratowy służy do przechowywania serwetek do decu.

Oba plecione z rurek z kolorowych gazet.
Kwadratowy zabejcowany kolorem calvadosu, owalny ugierem.

***
Tym którzy rozpoczęli wakacje życzę miłego wypoczynku :)
Dla tych, którzy ciężko pracują wytrwałości - urlop kiedyś nadejdzie :)