Obserwatorzy

2 września 2013

Spełnione marzenia

Za mną jeden z piękniejszych tygodni w życiu - upragnione wakacje :) Najpiękniejszym dniem, długo wyczekiwanym był wtorek, wtedy spełniło się jedno z większych moich marzeń- byłam we Lwowie!! :)))

Z różnych powodów, o których tu nie chcę pisać ostatecznie zapadła decyzja, że do Lwowa jadę tylko na jeden dzień i to z biurem podróży. Było super, wyjechaliśmy z Bieszczaderem wczesnym rankiem a już po południu na własne oczy widziałam operę lwowską. Mogłam dotknąć, zobaczyć, usiąść na widowni. Niesamowite wrażenia, i jeszcze większy niedosyt. Jeden dzień na zobaczenie tego miasta to za mało, ale wystarczył bym się zachwyciła Lwowem jeszcze bardziej. Od wtorku mam nowe marzenia- wrócić do Lwowa na dłużej, a przede wszystkim zasiąść na widowni podczas spektaklu.

Oprócz Lwowa zobaczyłam też:
- Solinę,
-wdrapałam się na Tarnicę , Trzy Korony, Sokolicę,
-chłonęłam nie powtarzalny urok Szczawnicy,
-widziałam kamieniołom w Bóbrce,
-park miniatru w Myczkowcach,
- zwiedziłam Czerwony Klasztor na Słowacji
- widziałam prace Beksińskiego  w Sanoku
- zachwyciłam się Przemyślem, a zwłaszcza urzekł mnie dworzec
- z Krosna przywiozłam kieliszki
 - zwiedziłam zamek w Krasiczynie,  niestety spacer po parku uniemożliwił ulewny deszcz.
- byłam w Czorsztynie i Niedzicy

 To był piękny tydzień także dzięki pogodzie- było idealnie, widziałam więcej niż plan zakładał, przywiozłam setki zdjęć, tysiące wspomnień,  po raz pierwszy jadłam kwaśnicę i rydze. Kwaśnica smakowała chociaż zwykle kapustę mijam szerokim łukiem (ale zmówiona po raz drugi w innym miejscu już nie była tak smaczna). Fanką rydzów nie zostanę, jak dla mnie zbyt gorzkawe. Próbowałam pstrąga- smaczny :) , nad Soliną jadłam najsmaczniejsze gofry w życiu. Przywiozłam słoiczek miodu pokrzywowego podobno uodparnia, na pewno jest smaczny.
Był to także ważny tydzień ze względów osobistych, ale o tym może innym razem :)

Oj długo bym mogła opowiadać. Zamiast was zanudzać szczegółowymi relacjami pokażę tylko kilka zdjęć.

To ja na zamku w Czorsztynie, ubrana w chustę, którą pokazywałam tu , pelerynka świetnie się sprawdza na różnych wycieczkach. A jeszcze się pochwalę, że pani przewodnik ze Lwowa pelerynkę pochwaliła :) nie muszę dodawać jak byłam dumna! do tej pory rosnę jak sobie przypomnę jej słowa .


A to już wnętrze opery lwowskiej, do tej pory nie mogę uwierzyć, że widziałam je na własne oczy :)


A to znowu ja, na szlaku wiodącym do wąwozu Homole


 A  na końcu ja w góralskim kapeluszu :)


 Nie zamieszczam zdjęć widoków bo trudno mi wybrać jakieś zdjęcie,  ale pokażę jeszcze coś co mnie zachwyciło - zwierzęta z kwiatów.
Tu akurat wiewiórka, ale były jeszcze słonie, żółwie, paw i masę innych.

Musiałam się podzielić z Wami moim szczęściem :) w końcu nie codzień spełniają się marzenia :))


5 sierpnia 2013

Torba

Nadszedł czas pochwalić się torbą :) Zdjęć będzie mnóstwo. Torba miała wczoraj swoją premierę na jarmarku w Pawłowie i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że spisuje się świetnie, jest pojemna i wygodna. O jarmarku będzie na końcu.

Torba uszyta z resztek tkanin, które zostały mi od patchworków. Wykorzystałam w niej także elementy koszul, które mogłyby się wydawać całkiem bezużyteczne. Szyłam ją kilka dni, po nocach obmyślałam kolejne elementy, aż wreszcie udało się!
 Jest dosyć spora, śmiało można ją zabrać w podróż. Wymiary 40x30x14cm.
Uszyta solidnie, wierzch składa się z trzech warst (materiał ozdobny, ocieplina, materiał podszewkowy, w wąskich bokach i dnie usztywnienia), dodatkowo torba ma piękną podszewkę w róże :)

Oto ona :
Ujęcie z przodu. Kieszenie wstawiłam gotowe, pochodzą z bojówek z których wyrosłam.
Zwróćcie uwagę na łatkę  z kwiatkami pomiędzy kieszeniami, przyszyta tylko po to, by było ładniej :)

 Tył torby.
Zarówno tył jak i przód zszywane są z małych kwadracików. Przepikowane w esy floresy przez trzy warstwy, ocieplinkę dałam cienką. Wszystko po to, by torba była sztywniejsza i bardziej solidna.

Tak wygląda wszycie zamka.

To już widok na dno. Przepikowane w pasy przez warstwę ocieplinki oraz szerokie mankiety od koszul.  Zadaniem mankietów jest usztywnienie. Usztywnione w ten sposób zostały także węższe boki torby. Długo zastanawiałam się, czym zastąpić sztywniki stosowane w kupnych torbach i olśniło mnie gdy spojrzałam na worek z poodcinanymi mankietami i kołnierzami :) Tym sposobem rozwiązał mi się też problem co z nimi zrobić. Są zbyt sztywne by co coś z nich szyć, ale świetnie sprawdziły się jako usztywnienie torby. Dzięki nim trzyma ładny kształt nawet jak jest prawie pusta.
 Jeden z boków. Powstał z kieszeni od koszuli. Oczywiście podszyty mankietami i ociepliną. Kieszenie umiejscowiłam z tego boku, który mam przed sobą jak niosę torbę. Drugi bok ten z tyłu, jest gładki. Z tego samego materiału, ale już bez kieszonek i przepikowany w pionowe pasy.

Wszyłam też takie uchwyty, na które można zaczepić długi pasek, by torbę przerzucić przez ramię. Pasek jest dopiero w planach, bo brakuje mi klamerki. Mam trochę obawy, że umocowałam je na zbyt wąskim pasku materiału i przy pełnym obciążeniu  może nie utrzymać. Mam nadzieję, że te obawy są bezpodstawne. Chociaż prawdę mówiąc, rzadko noszę takie torby na długim pasku.

Pora na środek torby. Jak widać podszewka jasna zielona w róże.  To co widać na zdjęciu poniżej, to mała kieszonka ma wymiary ok 10cm. Zrobiona z metki z jednej z koszul. Metka podobała mi się tak bardzo, że musiałam ją wykorzystać. Gdyby nie logo firmy to przyszyłabym ją gdzieś na wierzchu :) 
  Druga kieszonka, ta jest wpuszczona do środka, bez worka. Ale jest dosyć spora, spokojnie pomieści grzebień, dokumenty itp

 Jeszcze jedno ujęcie torby na tle lasu

Uszy usztywnione są fizeliną. A dodatkowa zaszyte są w nich te listwy od koszuli co trzymają się na nich guziki i dziurki. Wiecie o co chodzi :) Są długie i sztywne, jakby nie patrzeć, składają się z dwóch warstw materiału i w środku jeszcze mają fabryczne usztywnienie. Myślę, że taki zabieg, pozwoli na zachowanie ładnego kształtu przez uszy przez długi czas.

Jeszcze zbliżenie na materiały, z których została uszyta. Są to piękne kwieciste bawełny. 

I już ostatnia fotka, torba na człowieku :)



Torbę zgłaszam na wyzwanie do szuflady.

Wyzwanie - Kolory Lata + Kwiaty


***
Już długi ten post, ale jeszcze tak szybciutko o jarmarku w Pawłowie :) Odbył się wczoraj, póki co jeżdżę tam jako widz i zawsze mi się podoba. Może kiedyś odważę się stanąć z własnym stoiskiem. Wczorajszy jarmark był dla mnie o tyle wyjątkowy, że udało mi się spróbować lepić coś z gliny na kole garncarskim!
Mam mieszane uczucia, co tu dużo mówić w ogóle mi nie szło i pan garncarz ulepił w końcu miseczkę za mnie :) Ale uczucie fajne. Może jakbym siadła tak na spokojnie bez pośpiechu i długiej kolejki chętnych do spróbowania za mną to by mi lepiej to wyszło, a może i nie  :) Miseczkę dostałam suszy się na słońcu.
A to ja przy kole pod czujnym okiem mistrza :)

2 sierpnia 2013

Wielkie porządki

Rozgrzeszyłam się w końcu nad moimi zapasami materiałów. Leżały poupychane po szafach reklamówki z różnymi ścinkami i zajmowały tylko miejsce.
Ścinkom nadałam "rozsądne" kształty, posegregowałam osobno bawełny osobno resztę. I szyłam. Bez ładu i składu aby do kupy :)
Oto efekty:

Mata 170cmx70cm. Przepikowana w paski wzdłuż krótszej ścianki, wypełniona ocieplinką.  Jest tu cały zestaw materiałów, wszystko oprócz bawełny. Skrawki dżinsu, sztruksu, stylony, jakieś ozdobne sukienkowe materiały, te co się naciągają i te sztywne. Jednym słowem jeden wielki bajzel :))
Spód to jakiś kwiecisty stylon czy jak to się tam nazywa, tkanina zakupiona jeszcze przez moją mamę w czasach gdzie kupienie czegokolwiek było cudem.
Mata wbrew moim obawom,  wyszła całkiem przyjemna w dotyku, miło się na niej leży. Co ciekawe nie czuć szwów, a tego się obawiałam najbardziej. Z racji wymiarów powinna się sprawdzić na huśtawce, leżaku,ławce, jak to mówią : jak już jest to do czegoś się przyda :)


Ze skrawków bawełny powstała taka mała mata na stół

Leży na trawie dlatego wygląda jakby była krzywa. Musicie uwierzyć, że nie jest. Wymiary: 36x49cm. Jest to już kolejna podkładka jaką uszyłam i kolejna, która będzie leżała bezużytecznie. Jakoś nie mogę się przekonać, do materiałowych podkładek pod kubki czy talerze. Uważam, je za wielce niepraktyczne. Może kiedyś się przełamię.

A na koniec jeszcze fotka spodów
W szafie zrobiło się od razu luźniej.
Niestety nie na długo, na tym miejscu leżą już nowe materiały. W planie mam jeszcze jeden kocyk, na jego potrzeby zostawiłam trochę bawełnianych ścinków. Na razie muszę odpocząć od maszyny, powstanie jak przyjdzie stosowny czas :)

Część ścinków wykorzystałam na torbę, ale o tym następnym razem :) Jak już torba doczeka się zdjęć.



28 lipca 2013

Mini kocyk

Wreszcie udało mi się coś uszyć :)
Znalazłam sposób na wykonanie prostego wzoru patchworkowego i natychmiast musiałam go wypróbować. Wzór wymaga dużo prasowania, cięcia i materiału, ale szyje się przyjemnie i efekt jest fajny. Ponieważ wzór okazał się bardziej materiałochłonny niż myślałam, więc zamiast zwykłej narzuty wyszedł taki mini kocyk.
Wymiary ok 130x140cm, czyli tak w sam raz, by rzucić na trawę dziecku, albo samemu owinąć się w fotelu w chłodny letni wieczór :)

 Instrukcja szycia,   na tym blogu są też inne wzory :)

A to już efekt w moim wykonaniu, spośród wielu kombinacji zostawiałam taki układ kwadratów.
 To kraciaste to spód. Przy okazji widać sposób pikowania. Przeszyłam po rombach. Niby nic szczególnego, ale przysporzyło mi trochę kłopotów. Efekt końcowy mnie zadowala, chociaż drugi raz zrobiłabym to inaczej.
W środku ocieplinka o grubości ok 1,5cm. Po praniu pewnie trochę jej ubędzie, ale póki co cieszę się wypukłościami które tworzy

Do kompletu, by wykorzystać resztki tkanin uszyłam dwie podkładki takie 40x40cm. Można sobie usiąść na kocyku, a obok postawić np talerz z ciasteczkami i herbatę. 
 Wzór w wiatraczki. Robiłam go po raz pierwszy i w zasadzie fajnie wyszedł. Muszę tylko wgłębić się w tajniki jego szycia, by zobaczyć jak rozprasować środki wiatraka by się grubaśny szew w tym miejscu nie tworzył. Udało mi się uniknąć "garbów", ale jestem pewna, że jest jakiś prostszy trik by to zrobić.


A druga już klasyczna w kwadraciki.
Obie mają wymiar poduszki, całkiem możliwe że pewnego dnia dostaną plecy i wypełnienie :) Ale to dopiero jak uznam, że ozdobny jasiek będzie bardziej przydatny niż mata. 

Nie skromnie powiem, że coraz lepiej wychodzi mi zszywanie różnych elementów, o niebo lepiej niż przy ostatniej narzucie poradziłam sobie też z pikowaniem. Do perfekcji jeszcze daleko, ale trening czyni mistrza :) 

***
Fala upałów dotarła na mój koniec świata. 
Dziękuję za wszystkie odwiedziny, w ten czas nie sprzyjający siedzeniu na necie cieszą szczególnie :)

15 lipca 2013

Pytania dwa

Dziś tylko tak szybciutko i na chwilę się tu pojawiam, bo mam prośbę. Potrzebuję Waszej pomocy, w ważnej dla mnie sprawie robótkowej :)
Pierwsze pytanie do dziewczyn szydełkujących, drugie do szyjących.

1. Przymierzam się do zrobienia szydełkowej firanki. Kompletnie nie wiem jakie nici zamówić, od tygodni przeglądam oferty sklepów i mam coraz większy mętlik w głowie. Jest w czym wybierać: wszelkiej maści kordonki, nici bawełniane, mercyzowane czy jakoś tak :) itd.
Zgłupiałam. Proszę doradźcie jakie nici będą najlepsze na firankę taką ok 150x200cm. Chciałabym by były dobrej jakości, bo ta firanka ma mi służyć długie lata, ale też w przystępnej cenie by mnie na skraj bankructwa nie doprowadziły :) muszą być wydajne i żeby przyjemnie się z nimi pracowało. Jak myślicie ile metrów/gram ich potrzeba?
Dobrze, by też było jakbyście poleciły jakiś sprawdzony sklep internetowy :)

2. Kilka m-cy temu widziałam gdzieś w necie blok patchworkowy log cabin. Był tak fajnie rozrysowany co i jak i co najważniejsze były na nim wymiary poszczególnych elementów. Niestety nie zapisałam tej strony i teraz nie mogę tego odnaleźć. Jeśli któraś z Was wie jakiej wielkości trzeba te paski wyciąć to proszę podzielcie się tą wiedzą.


Z góry dziękuję za pomoc, jestem pewna że ktoś się nade mną zlituje i pomoże w tych twórczo trudnych chwilach.

***
Nie wiele mnie ostatnio i tutaj i u Was. Ale letnie miesiące u mnie to okres wytężonej pracy i zwyczajnie nie mam czasu na neta. A jak już czas się znajdzie to sił starcza tylko na oglądanie. Oby do jesieni :))

ps. U Was też tak ciągle pada? bo u mnie po wręcz upalnym tygodniu zrobiło się mokro i zimno i tak już piąty dzień. Nie lubię upałów, ale jesienna pogoda w lecie też mi nie leży :)

1 lipca 2013

Owalny i kwadratowy

Mniejszy owalny z pokrywką.
Większy kwadratowy służy do przechowywania serwetek do decu.

Oba plecione z rurek z kolorowych gazet.
Kwadratowy zabejcowany kolorem calvadosu, owalny ugierem.

***
Tym którzy rozpoczęli wakacje życzę miłego wypoczynku :)
Dla tych, którzy ciężko pracują wytrwałości - urlop kiedyś nadejdzie :)

13 czerwca 2013

Chustecznik

Wyplotłam  z rurek w ciepłym kolorze pomarańczy. Zdobiony kwiatuszkami z kija. Jasne kwiatki powstają z gałązek wierzby, ciemniejsze z leszczyny lub jabłoni. Kwiatki można też barwić bejcą na ciemne kolory, ale ja zdecydowanie wolę naturalne. Najbardziej podobają mi się wierzbowe, mają piękny odcień niemal biały, lekko kremowy, dopóki mokre delikatnie wpadają w zieleń.

Kwiatków nie żałowałam :) kojarzy mi się z weselnym tortem (bo ja łasuch jestem i w zasadzie większość rzeczy kojarzy mi się na słodko :)

Widok z boku. Biała atłasowa wstążeczka na dole dodatkowo "dosładza" całość
 Widok rogu zielonego. Kwiatki spływają po kancie osadzone w pistacjowych liściach
 Zbliżenie na kulki z zimnej porcelany zatopione w perłowej konturówce. Niczym cukrowe perełki w lukrze

 Drugi róg. Złote łupinki pistacjowe z kolorowymi kwiatami. Nie pytajcie czemu jeden róg ma złote łupinki a drugi zielone,  nie wiem, tak mi się podobało :)

Widok z góry

 I jeszcze ujęcie w pełnym słońcu. Listki malowane złotą konturówką pięknie błyszczą.


Czasami jak na niego patrzę to wydaje mi się, że trochę przesadziłam z tą dekoracją, zastanawiam się czy nie wyszedł kiczowaty. Ale z drugiej strony taki właśnie mi się wymarzył :)

A jak Wam się podoba?

11 czerwca 2013

Patrzcie i podziwiajcie....

.... możecie też zazdrościć :))

Niedawno złapałam licznik u Ani z Niesfornych Szmatek i dostałam cudnej urody tildową laleczkę (tak mi się wydaje, że tildową, nie znam się na lalkach :) Dla mnie ważniejsze od nazwy jest to, że lalka jest piękna. Sami zobaczcie
Podejrzewam, że jeśli nie w całości to w przeważającej części uszyta została ręcznie. Ma genialne bamboszki z polaru, świetną torbę z ekologicznej skórki, kubraczek w owoce i takie coś co nie pozwala od niej oderwać wzroku, rąk też (jak się ją już trzyma to żal wypuścić :)


Na razie laleczka służy do podziwiania :)
Aniu bardzo Ci dziękuję za ten śliczny upominek, sprawiłaś mi ogromną radość.


Do lalki dołączony był jeszcze list na pachnącej papaterii. taki drobiazg, a cieszy:) nie spodziewałam się, że jeszcze takie papaterie są produkowane. Czyżby to znaczyło, że jeszcze ludzie listy piszą ?

8 czerwca 2013

Koszyczki w róże

Dziękuję za wszystkie miłe słowa pod ostatnim postem! Bardzo się cieszę, że kosz aż tak się spodobał :)

Padło pytanie o jego funkcjonalność. Wszystkie koszyczki, które robię służą do czegoś konkretnego. Jak się tak zastanowiłam to przez wszystkie lata odkąd zajmuję się "tworzeniem" to rzeczy typowo dekoracyjne można policzyć na palcach jednej ręki :) Z natury jestem praktyczna i nie przepadam za przedmiotami,których jedynym celem jest stać i ładnie wyglądać. (wyjątkiem są ozdoby choinkowe i stroiki świąteczne).

Papierowa wiklina jest materiałem, do którego początkowo miałam wiele zastrzeżeń właśnie z obawy przed brakiem praktycznego zastosowania. Obawy się rozwiały i bardzo ją polubiłam. W zestawieniu z naturalną co prawda wypada blado, ale ma swoje zalety.

W tej chwili mam z niej osłonki na doniczki (wyłożone folią, by nie przemakało), kosz do zbierania brudnych ubrań, kilka małych koszyczków na różne drobiazgi, wszystko użytkowane w normalny sposób, bez zbędnych ceregieli i nic złego się z nimi nie dzieje.

Do malowania używam bejcy -odkąd odkryłam jak fajne jest nakładanie jej spryskiwaczem to mój ulubiony barwnik :), wada jest taka, że w domu spryskiwać nie wolno, chyba że ktoś ma ochotę na szorowanie wszystkiego wokół. Tak więc bejcować mogę tylko w miesiące ciepłe, gdy mogę robić to na dworze. Jak chcę kolorowe rurki to je maluję farbą do ścian. I oczywiście lakier wodny vidaron- jak dla mnie jedyny słuszny do wszystkiego.

Rozpisałam się a koszyczki miałam pokazać.No to pokazuję.

Pierwszy, jest dziwny. Zaczęłam go wyplatać na kwadracie skończyłam na okręgu, środkiem jest wypukły. Miał być zakończony szlufkami na wstążkę, ale plotłam późną nocą już zmęczona i sama nie wiem kiedy odruchowo zakończyłam warkoczem. Dopiero rano mnie olśniło, że nie tak miało być.

 Koszyczek w najszerszym miejscu ma 17cm średnicy, podstawą jest kwadrat o boku ok 10cm. Zdobiony oczywiście różyczkami z kijka. Zakochałam się w tych drewnianych kwiatuszkach i kleję je gdzie tylko się da :)

W koszyczku trzymam farbki i kolorowe pisaki.

Drugi jest niemal identyczny  z tym robionym jakiś czas temu, różni jedynie wielkość. Dzisiejszy jest celowany na 0,5-0,7kg cukierków.

A na koniec pochwalę się jeszcze moim kwiatuszkiem. Krzew Mojżesza zwany również dyptamem, wyhodowany z nasionka ukradzionego pani u której wynajmowaliśmy pokój na wakacjach :)
Po czterech latach w końcu zakwitł !

Krzaczek jest malutki, ale pięknie pachnie. Sadzonki były trzy, jedną wygrzebały kury, drugą rozdeptali robotnicy, a ta jedna została i cieszy moje oczy :) Mam tylko nadzieję, że koty nie urządzą sobie w niej legowiska. Mój Muchomorek bardzo lubi kłaść się w trawy i wszelkie wysokie rośliny, które można wygnieść.



31 maja 2013

Koszyk beczułka

Skutkiem ubocznym deszczu padającego non stop od rana do wieczora jest taka oto beczułka :)
Wymiary 37cm wysokości, średnica 33cm w najszerszych miejscach.





Kolory w miarę wiarygodne wyszły. Jest to kombinacja dwóch rodzajów bejcy: palisander plus ciemna wiśnia, pokrywa to ciepłe pomarańcze pasujące do kwiecistego paska na koszyku.
Koszyk powędrował do nowej właścicielki, a mi nie pozostaje nic innego jak dalej skręcać rurki :)

27 maja 2013

Koszyki na cukierki i kwiatki.

Dziś pochwalę się koszyczkami, które powstały z myślą o komunii. Zdjęć będzie sporo.

Koszyczek malowany bejcą w kolorze palisandra. Pierwszy raz użyłam w tym celu spryskiwacza takiego do roślin, sprawdził się świetnie. Bejca ciemna, dosyć dobrze pokryła druk.
 Kwiatki, które go zdobią powstały wg tego kursu



 Koszyczek mieści ok, kilograma cukierków. Tu już wypełniony po brzegi i gotowy do oddania :)


Na wszelki wypadek zrobiłam też drugi koszyk. Ten składa się jakby z dwóch, mają oczywiście jedno dno i jeden kabłąk. Jak kiedyś go wypełnię to pokażę. Na razie musicie sobie wyobrazić :) W koszyk środkowy trzeba wrzucić cukierki, a w ten niższy do okoła w gąbkę florystyczną zostaną upchnięte żywe kwiaty. Myślę, że całość będzie fajnie wyglądać. Ten ma kolor ciemnej wiśni.
 

Oczywiście to czym wypełnimy koszyczki zależy tylko od nas. Są dość pojemne więc sporo się zmieści. Myślę, że taki koszyczek jest fajną alternatywą dla tradycyjnej bombonierki i bukietu. 

W tamtym roku zrobiłam swój pierwszy bukiet z cukierków. Jakoś nie doczekał się premiery blogowej, więc skoro dziś jestem w temacie prezentowym to go pokażę. 
Był to prezent dla córeczki koleżanki.
Miałam z nim spory problem, bo zrobienie bukietu z pó kilograma cukierków nie było łatwe. Udało się, z tego co pamiętam, by bukiet był sztywny pomogłam sobie rożkiem z kartonu :)
 

Puszka, w której stoi jest tylko na potrzeby zdjęcia, chciałam pokazać jak wygląda z boku.Wstążeczka była miejscami przyklejana do tej bibułki za pomocą filcowych kwiatuszków.
 
 ***
Wreszcie i na mój koniec świata dotarł deszcz. Cieszę się z tego bardzo, bo ziemia była już bardzo sucha, a ja mam czas by poodwiedzać Wasze blogi, może nawet uda mi się poskręcać trochę rurek na następne koszyczki :)