Obserwatorzy

14 września 2014

Góry Stołowe czyli wspomnienie urlopu cz. I

Było minęło. Pozostał niedosyt zwiedzania, setki zdjęć i tysiące wspomnień. W tym roku zwiedziliśmy:
-Szczeliniec
- Błędne Skały
-Skalne miasta w Czechach
-Ostas z Kocim Gródkiem i jaskinią trzech braci
-Śnieżnik i wodospad Wilczki
-kopalnię złota w Złotym Stoku
-kaplicę czaszek w Czermnej
-bazylikę w Wambierzycach i ruchomą szopkę
za punkt wypadowy przyjęliśmy Kudowę Zdrój. Miasteczko uzdrowiskowe ma swój klimat, gospodarze mili, warunki dobre, granica czeska za płotem:)

Zwiedzanie zaczęliśmy od kaplicy czaszek mieliśmy do niej 15min spacerkiem, miejsce wyjątkowe i na swój sposób ciekawe. Do tej pory nie mogę się ustosunkować do pomysłu, by robić budowlę z ludzkich szczątków. Zamiarem pomysłodawcy, było złożenie hołdu poległym w wojnach żołnierzom i ofiarom masowych epidemii, ale i tak mam mieszane uczucia. Najlepiej pojechać, zobaczyć i samemu się przekonać, czy takie upamiętnienie ofiar to dobry pomysł.

By nie zanudzać długimi opisami to tylko tak w skrócie podzielę się swoimi przemyśleniami. Kopalnia złota i Błędne Skały-atrakcja bardziej dla dzieci. Mnie większą przyjemność sprawił sam szlak do błędnych skał niż zwiedzanie labiryntu. Ponadto uważam, że 20zł za parking, biorąc pod uwagę, że labiryntem idzie się max 30min to lekka przesada, tym bardziej że za wstęp płaci się osobno. Na szczęście na dole jest także parking bezpłatny, a szlak jest bardzo przyjemny.

Szczeliniec jest spoko :) Trasa ciekawa, formy skalne interesujące, dosyć trudne zejście do Piekiełka, i piękne widoki. Ale za nim to wszystko zobaczymy trzeba wdrapać się po schodkach na szczyt,  trasa żmudna i mozolna, schodkom w górach mówię stanowcze "raczej nie" :)

Prawdziwy raj jest po stronie czeskiej. I tu zaczną się fotki :) Skalne miasta w Adrspach i Teplicach, warte każdych pieniędzy. Chociaż w porównaniu  ze Szczelińcem  i błędnymi skałami, wcale drogo nie jest.  W ogóle odniosłam wrażenie, że czeska część jest bardziej przyjazna i dla turysty i dla jego portfela.  Na zwiedzanie skalnych miast trzeba przeznaczyć ok 3godz, każdego oddzielnie oczywiście. Trasy cudne, malownicze, zachwycające piękno natury.



 Za mną mały wodospad, ale tu bardziej chciałam się pochwalić opaską zrobioną specjalnie na ten urlop :)
 W tle Starosta i Starościna. W skalnym mieście jest mnóstwo skał, które przypominają różne postacie lub przedmioty.
 A to już Teplickie skalne miasto. Słoń i sowa. Niewiarygodne co wiatr i woda, przez lata mogą zrobić ze skałą.
 Skalne miasta rozkochały mnie w sobie absolutnie! Są to miejsca wręcz magiczne, czas płynie inaczej, nie odczuwa się zmęczenia chociaż wędrujemy ok 3godz. Za Adrspachu można szlakiem przejść do Teplic, wtedy nie płacimy ponownie za wstęp, ale my wybraliśmy wersję dla leniwych i podjechaliśmy samochodem:)

W Górach Stołowych chodzimy u podnóża gór, z zadartą głową podziwiając ich piękno. Żeby posmakować zdobywania szczytów pojechaliśmy do Międzygórza gdzie wdrapaliśmy się na Śnieżnik! Szlak prowadzi pierwsze przez wieś, potem przez las wzdłuż strumyka, a potem równą(wysypaną jakimś żwirem) drogą na szczyt. Haczyk tkwi w tym, że droga prowadzi ciągle do góry i wbrew pozorom wcale nie jest łatwa. Dopiero ostatni odcinek przed schroniskiem jest naturalną ścieżką, i wejście na szczyt. Oj tak, Śnieżnik nauczył nas pokory i wybił z głowy zdobywanie szczytów do następnego urlopu :)
W nagrodę nażarłam się (tak, nażarłam, bo w takich ilościach to się żre, a nie je:) jagód. Podobno w rezerwatach nie wolno, ale tubylcy normalnie podjeżdżali samochodami pod schronisko i zbierali jagody takimi specjalnymi grabkami, wiec uznałam, że ja tez mogę :) W życiu takich ilości jagód nie widziałam w dodatku tak dużych.

Następnego dnia wróciliśmy do Czech, tym razem do Ostas. Miejsce mniej popularne, ale godne polecenia. Po pierwsze wejście i parking bez opłat. Po drugie trasa ciekawa, przyjemna, formy skalne niezwykłe. Jest labirynt, gdzie też trzeba się przeciskać przez ciasne szczeliny, są punkty widokowe, gdzie aż kręci się w głowie i skały w kształcie ludzi, zwierząt i przedmiotów. Na zachętę pokażę tylko Powóz Diabła. Można posiedzieć :)

 Schodząc z Ostaszu obowiązkowo trzeba odwiedzić Koci Gródek. Dla mnie było to najprzyjemniejsze miejsce. Szlak na tyle łatwy, że radzili sobie emeryci, a jednocześnie na tyle trudny, że pokonanie daje satysfakcję. Uwielbiam takie ścieżki. Można się wspinać po skalnych schodkach, korzeniach, raz w górze raz na dole. Trasa jest świetna, bezdyskusyjnie.
 Przez cały tydzień pogodę mieliśmy jak na zamówienie, nie za gorąco, nie za zimno, w sam raz. Za to ostaniego dnia, akurat jak tylko zeszliśmy z Kociego Gródka zaczęło kropić, a potem rozpadało się na dobre. Kiedy wracaliśmy do domu, Kudowa żegnała nas ulewnym deszczem i mgłą, tak było o 9rano.
 Mniej więcej koło Wrocławia się wypogodziło. A po długiej i męczącej podróży, kiedy wreszcie dotarłam do domu czekała na mnie niespodzianka od Dusi
Taką śliczną serwetkę dostałam :) Dziękuję Ci kochana  z całego serca!

***
Nie sposób na kilku fotkach oddać urok tego co dane mi było zobaczyć. Nie sposób też opisać. Mam nadzieję, że choć trochę narobiłam Wam apetytu na Góry Stołowe :) Miejsce absolutnie magiczne i warte obejrzenia.

5 września 2014

Serwetka

 Średnica 48cm, szydełko 1,6.

 Zapraszam na bułeczki ze śliwkami i czekoladą, prosto z pieca :)
Bułeczki pieczone w muffinkowej formie, po wyjęciu wyglądają zupełnie jak babeczki pieczone przez smerfa Łasucha:) W dzieciństwie zawsze marzyłam, by kiedyś takiej spróbować, w domu nie było takiej formy więc babeczki o charakterystycznym kształcie były nieosiągalne. Dopiero nie dawno formę zakupiłam i zawsze jak w niej piekę to moje myśli wędrują do smerfowej wioski :)

22 sierpnia 2014

Parasolka szydełkowa

Już dawno zamarzyłam o szydełkowej parasolce, w końcu moje marzenie się spełniło. Na razie częściowo, ale to tylko kwestia czasu. Jak to mówią, pierwsze kory za płoty :)
Pierwsze znalazłam wzór. Chciałam, by była lekka i delikatna więc użyłam cieniutkiej nitki i szydełka 0,7mm to nie było mądre posunięcie, bo serwetka wyszła za mała. Ma ok 66cm średnicy. To pociągnęło za sobą problem ze znalezieniem stelaża. Dziecinne parasolki mają długość od 45cm.
Tak bardzo chciałam mieć parasolkę, że postanowiłam stelaż dostosować :) kupiłam najkrótszą jaką znalazłam, za zawrotną kwotę 6zł :) i się zaczęło......... stelaż nie wytrzymał demontażu, jeden drut złamałam, do tego trochę za krótko skróciłam druty, ale dopięłam swego :) Parasolka powstała, co prawda taka jednorazowego użytku i już jest rozebrana, ale na pamiątkę mam kilka fajnych fotek do prywatnego archiwum.

Na szydełku jest kolejna parasolka, która mam nadzieję wyjdzie już tak jak powinna i będzie mi służyć do ochrony przed słońcem. Tak sobie właśnie wymarzyłam, że pewnego lata pojadę nad morze i będę spacerować brzegiem z szydełkową parasolką.....


Z serwetki powstała i w serwetkę się obróciła :)



Jak tak na nią patrzę, to nabieram ochoty, by zrobić ten wzór jeszcze raz, tym razem już większym szydełkiem. Szczerze mówiąc, to nawet tej wielkości dobrze wyglądała i do jakiejś sesji fotograficznej np dziecka świetnie by się sprawdziła. Nie tracę nadziei, że pewnego dnia znajdę do niej solidny stelaż odpowiedniej wielkości.

A na koniec pochwalę się jak pięknie dalia mi zakwitła
 Krzaczek jest taki nieco za kolana, ale kwiaty są ogromne!

 I jeszcze równianka. Taki już trochę jesienny akcent :) To właśnie mniej więcej od 15.08 czuję jesień. Schyłek lata, a potem złota jesień to mój ulubiony czas. Wszystko jest jakieś prostsze, problemy wydają się mniejsze, a świat wyjątkowo piękny :) Równianka święcona w uroczystość Matki Bożej Zielnej jest  takim potwierdzeniem, że jesień nieuchronnie nadchodzi :)


10 sierpnia 2014

Suknia ślubna na butelkę

"By o kwiaty znieść frasunek, przynieś gościu dobry trunek. Młodzi barek skompletują i serdecznie podziękują. Wino, whisky, likier, rum wybór to już będzie Twój "

A wiadomo, że butelkę w coś zapakować wypada. I tak  powstała taka o to suknia z papierowej wikliny.

  





Za cudne frywolitkowe kwiatuszki dziękuję KasiN.

"Na wesele przybywajcie o prezenty się nie martwcie, by nie składać ich na stercie niechaj zmieszczą się w kopercie "
No to powstała koperta :) moja pierwsza w życiu!

 I zapakowany w folijkę powędrował do Państwa Młodych
U szypuła była jeszcze taka zawieszka  z zimnej porcelany.

***
Ach co to był za ślub! Panna młoda zjawiskowa, niczym księżniczka, Pan młody  szczęśliwy. Kazanie sensowne, msza krótka, pogoda piękna! Jeszcze w uszach rozbrzmiewa Ave Maria....



7 sierpnia 2014

Mam dość!

Pamiętacie tą serwetkę (klik)
po wielu zmaganiach z wybielaniem i barwieniem wygląda tak.


Nawet nie mam już siły opisywać co ja z nią przeszłam, by miała jednolity kolor! Jak widzicie cel nie został osiągnięty, a ja nie mogę już na nią patrzeć.

Jeśli, któraś z Was ma jakiś pomysł co z nią zrobić i chce poeksperymentować to wyślę nawet jutro. Nawet czerwony barwnik dorzucę :)  Oddam ją za przysłowiowe "co łaska", zwrot kosztów wysyłki wystarczy.


27 lipca 2014

Koszyki i kwiatki

 Suszki,właściwie to chyba kocanka się to nazywa :) przy otwartym oknie i opuszczonych roletach schną idealnie, a ja mogę cieszyć oczy mnogością ich kolorów. Kwitną jak szalone wystarczy nie tylko na palmę, ale też na bukiety :)






 Koszyki. Moje pierwsze z wyściółkami.
 W kolorze calvadosu
 Szycie wyściółek trochę mnie przerosło. To były  moje pierwsze i ostatnie. Niby prosta rzecz, a jednak trzeba się trochę nakombinować.
 Niebieskie. Bejca hebanowa jest z pewnością jedną z moich ulubionych.


 I ostatni, wykończony ażurem, w kolorze ciemnego mahoniu.  Jeden z nielicznych z plecionym dnem. średnica ok 35cm


Wkrótce moje prace ujrzą światło dzienne, zostaną wystawione na krytyczne oko kupujących, bezlitosne i szczere, aż do bólu komentarze dzieci. A ja w końcu się przekonam, ile jest warte to co robię.

A już wkrótce zapraszam na wielką wyprzedaż!
 

14 lipca 2014

Ze sznurem u szyi......

.........raz pełnym kamieni, a raz kwiatów. Mowa oczywiście o szyi u kosza :)
  Wyplecione jeszcze wiosną, w końcu doczekały się wykończenia. Ich dekoracja dobrze oddaje moje letnie samopoczucie, ale ponarzekam sobie na końcu.
 

 Różyczki z zimnej porcelany.

 Kamienie naturalne nieszlachetne. "Naszyjnik" jest dosyć ciężki, ale bez przesady :) Z tyłu jest rozpinany, więc można sobie pożyczyć :)))))

 ***
Mniej więcej tak się czuję w letnie miesiące. Jakby mi ktoś kamień u szyi przyczepił, nawet jeśli czasami pojawia się radość (kwiaty) to i tak jest ona  czymś zmącona(sznur). A spośród letnich miesięcy najbardziej dokucza mi lipiec. No co ja poradzę, że nie lubię lata. Nie lubię upałów. Jak w lipcu pada to też nie dobrze, bo co to za lato jak leje:) No i w pracy urwanie głowy. Już od marca marzę o jesieni (a ją czuję już w połowie sierpnia :) Pomysł, by jechać na wakacje w upalne kraje, leżeć plackiem, prażyć się w pełnym słońcu jest dla mnie równie niezrozumiały jak fizyka kwantowa.

Jeśli jest wśród Was chociaż jedna osoba, która podobnie jak ja nie przepada za latem niech się ujawni, może choć przez chwilę nie będę się czuła jak dziwak-samotnik :)

Musicie mi wybaczyć, że ostatnio mnie mało  u Was. Po ciężkim dniu sił wystarcza  jedynie na oglądanie Waszych prac, ale komentarz na chwilę obecną zajmuje zbyt dużo czasu. Wszystko powróci do normalności już wkrótce :)


A na koniec dla fanów lata, wstawiam fotkę znad Wisły. Oczywiście odcinek obok Kazimierza Dolnego. Niewątpliwą zaletą mieszkania na lubelszczyźnie jest bliskość takich miejsc :) jeśli ok 1,5godz jazdy samochodem można uznać za bliskość :)

12 lipca 2014

Kwiatki c.d.




 Gerbera miniaturka, jeden z moich najbardziej ulubionych kwiatów. Dostałam ją w doniczce, ale u mnie w domu kwiatki nie chcą rosnąć i wstyd się przyznać, ale nie mam żadnego. Przesadzenie jej do ogródka wyszło jej na dobre i pięknie rośnie, mam nadzieję że będzie cieszyła kwiatami do późnej jesieni.

2 lipca 2014

Kwiatuszki moje.

Kilka fotek z ogródka, tak by blog przestał obrastać kurzem :)
 W tym roku po raz pierwszy sadziłam frezje. Zakwitła różowa i czerwona, zapowiada się jeszcze żółta i chyba biała. Pachną nieziemsko :)
 Bratki miniaturki rozsiały się wszędzie i są nie do wytępienia. Jak widać nawet między kostką im dobrze :)
 Doczekałam w końcu własnej lawendy. Co prawda są tylko dwa krzaczki niezbyt pokaźne, ale za to własne. Może za rok będzie więcej bo wysiane w tym roku zeszły prawie wszystkie .
 Obowiązkowo każdego dnia wącham :) zapach frezji jest moim ulubionym
 A na koniec borówka amerykańska. Owoców ma dużo,  w tym roku drobniejsze ale równie smaczne.