Obserwatorzy

8 lutego 2012

Kolejna chusta i ulubione seriale

Zanim przejdę do rzeczy pokażę pokrowiec jaki uszyłam na maszynę. Moja maszyna dużo czasu spędza w pokrowcu, więc niech chociaż ładnie wygląda :) Prosty, skromny, z założenia ma być praktyczny a nie ozdobny, wymuszony potrzebą. Żeby nie był całkiem nudny jest w kratkę.
Zdaję sobie sprawę, że nie jest to genialne dzieło, ale na moje patchworkowe umiejętności takie w sam raz :)

A teraz czas na chustę. Wzór ten sam co tej szarej pokazywanej niedawno. Ta jest bladożółta, na życzenie mojej mamy. Krótsze boki mają po 1,5m, dłuższy coś koło 2m.
Jak się kliknie to zdjęcie powinno się powiększyć. Takie moje niedawne odkrycie :))

W przygotowaniu kolejna chusta, tym razem już inna. Zaczęty zimowy haft. I ciągle poszukuję wzoru na czapkę na szydełku tylko taką, żeby nie była dziurawa, wzór czytelny, i żeby nie wyglądała jak garnek. Jak ktoś widział będę wdzięczne za namiar:)

Jeszcze jedno. W ostatnim czasie dostałam dwa wyróżnienia.Bardzo Wam dziękuję cieszę się, że blog się podoba, ale konsekwentnie ich nie przyjmuję, zdecydowanie wolę komentarze. A blogi które obserwuję wszystkie są niezwykłe.

***
Dostałam od Musty zaproszenie do zabawy. Zabawa już jakiś czas krąży więc o co chodzi każdy wie:) O serialach pisałam jakiś czas temu, ale jest to przyjemny temat więc pokuszę się o zestawienie.
Moje ulubione to:
Gotowe na wszystko
Barwy szczęścia
i w zasadzie to tyle, oprócz nich czasem oglądam Hotel 52, Szpilki na Giewoncie, Kryminalne zagadki.

Zasady zabawy:

1. Opublikuj logo zabawy na swoim blogu
2. Napisz kto Cię zaprosił do zabawy.
3. Zaproś co najmniej 5 osób prowadzących blog.
4. Wymień (i opisz) swoje ulubione seriale.
 
Do zabawy zapraszam:
Beatę - Kolorowe niteczki
Grodzię - Kuźnia upominków
Jolajkę - Moje dłubaninki
Elę Robótki Eli

Jak nie brałyście udziału a macie ochotę to zapraszam:)

5 lutego 2012

Szydełkowe serwetki

W ramach relaksu powstały takie oto dwie serwetki.

Pierwsza zrobiona z bardzo cieniutkiej nitki, którą znalazłam w zapasach mojej mamy:) Tradycyjnie już, nitki zabrakło więc powstała brązowa otoczka z dwóch nitek maszynowych białej i brązowej. Możecie więc sobie wyobrazić grubość tej nitki. Dzięki tak cienkiej nitce serwetka jest bardzo delikatna, zwiewna, taka prawdziwa babcina :)

Druga zrobiona zwykłym kordonkiem, bo akurat nic innego nie miałam, a zrobić musiałam i to już natychmiast :) Wzór pochodzi z czyjegoś bloga, jeśli któraś rozpoznaje swój schemat, albo wiecie czyj jest to piszcie, wstawię link.
***
Znalazłam ! Wzór pochodzi z tego bloga   w jednym z postów jest zamieszczony. A oprócz tego można tam obejrzeć inne piękności :)

2 lutego 2012

Kosmetyczki i sposób na resztki

Żeby znowu nie zapomnieć zacznę od podziękowań za rady w sprawie oprawy obrazu. Dzięki Wam już wiem gdzie skierować swoje kroki podczas wizyty w wielkim mieście :) Na razie obraz leży i czeka. Podobno jakąś zrobił chłop mój osobisty, ale jeszcze nie widziałam i ciekawa jestem czy będzie dobra.

Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim postem, już nie czuję się jak gapa ostatnia :) wiedząc, że nie tylko mi przytrafiają się takie przeboje na poczcie.

A teraz do rzeczy. Na pierwszy rzut pokazuję kosmetyczki. 13x17cm. Jedna z pięknego połyskującego materiału (cholerstwo nie wdzięczne do szycia bo się ślizga i naciąga), a druga z czegoś jakby wełnianego. Pierwsza bardziej elegancka, druga milutka i miękka na codzień. Z obu jestem bardzo dumna, bo szycie nie jest moją mocną stroną, a wyszły mi niemal idealnie.
  Zdjęcia o dziwo oddają rzeczywiste kolory.
Ostatnio dużo czasu spędzam przy maszynie, ale resztę produkcji pokażę hurtowo jak skończę wszystko.
Wy też tak macie, że szkoda wam wyrzucić resztki od szycia ? Ja mam dwa woreczki, w jeden wrzucam te ścinki z których nic już się nie da zrobić i potem wypycham nimi różne drobiazgi, a w drugi te skrawki które są za małe by szyć, a za duże by wyrzucić. I właśnie z nich powstała taka oto podkładka.
W rzeczywistości chyba jest trochę mniej krzywa. Szyta bez żadnego ładu i składu. Po prostu siadłam przy maszynie z workiem skrawków na kolanach i doszywałam co mi gdzie pasowało (kształtem nie kolorem). Wyszło takie coś :) Przepikowałam też byle jak, ale kupy się trzyma i co dziwniejsze z każdym dniem podoba mi się coraz bardziej. Od spodu podszyta jest kolorową bawełną, tak na wszelki wypadek gdyby ta pstrokacizna przestała się podobać.

A na koniec coś słodkiego. Uwielbiam ptasie mleczko do tego stopnia, że wynalazłam własny sposób jego produkcji, a przy okazji pozbywam się białek które zostają od innych wypieków i nie wiadomo co z nimi zrobić. Nie będę się zarzekać , że jest to mój autorski wynalazek, bo na wymieszanie białek z galaretką wpadło za pewne wielu przede mną :) Niemniej również i ja sama na to wpadłam, nie szukając w sieci.
Białka ubijam z cukrem pudrem i ciepłą galaretką. w wersji ekspresowej to wszystko. W wersji nieco przybajerzonej jak na zdjęciu, masę mieszam z kawałkami galaretki i wiórkami czekolady. A potem tylko na okno przy takich mrozach po 15 min deser gotowy. A po kilku następnych deseru nie ma :)